Białoruś

Będąc dwa lata temu na Ukrainie skumplowaliśmy się z dwoma sympatycznymi Białorusinami. Po przeprowadzce do Warszawy zdałem sobie sprawę, że na Białoruś jest stąd znacznie bliżej niż z Gdańska i jest możliwy wypad weekendowy. Jest to ważne, ponieważ nigdy nie byłem specjalnie chętny do spędzenia tam całego urlopu (bo ile można zwiedzać miasta…). Ale weekend? Czemu nie!

Zacznę od kwestii organizacyjnych. Obywatele polscy aby wyjechać na Białoruś potrzebują wizy (chyba że akurat są mistrzostwa świata w hokeju). Zdobycie jej nie jest jakieś trudne, ale do tanich nie należy. Potrzebny jest nam obywatel białoruski jako poręczyciel (ew. firma lub agencja turystyczna), którego wpiszemy do wniosku wizowego. Zaproszenie ułatwia sprawę, ale nie jest niezbędne (chyba że staramy się o wizę prywatną – my nie mieliśmy tej opcji). Mając do wyboru walczyć o wizę prywatną albo oddać w tym miejscu wszystkie kwity pośrednikowi, wybraliśmy to drugie wyjście. Trochę to kosztowało (25 euro za wizę, 16 zł za ubezpieczenie na 4 dni i 85 zł za pośrednictwo wizowe), ale oszczędziło nam sporo czasu, nerwów i biegania po konsulatach. W 2008 roku wizę do Rosji i tranzytową białoruską załatwialiśmy sami jako szczyle, ale mieliśmy porządne zaproszenia i aktywny kontakt w Moskwie. Teraz nie mieliśmy takiego wsparcia, więc trzeba było skorzystać z pośrednika – czego nie żałuję, koniec końców.

Przygotowanie do wyjazdu. Stwierdziliśmy, że się nam spieszy, a w cztery osoby z bagażami idealnie mieścimy się do naszej kochanej, dwudziestoletniej Beżowej Strzały. Stąd też nasz wybór padł na samochód. Da radę? Da, ale proste to nie jest. Wymagane jest, poza OC i ważnym przeglądem, Zielona Karta, międzynarodowe prawo jazdy (podobno, ale nikt go nie żądał od nas) i umowa najmu (w przypadku gdy nie jedzie z nami właściciel pojazdu). Do tego, żeby przemieszczać się po białoruskich drogach szybkiego ruchu (czyli jedynych sensownych) należy korzystać z systemu BelToll. Za urządzenie trzeba zapłacić kaucję (20 euro), do tego 0,04 euro za każdy kilometr płatnego odcinka. Lista płatnych odcinków jest dostępna on-line (także po polsku), a urządzenie można wypożyczyć (i doładować) na wielu stacjach w całym kraju. Uroczo pika po przejeździe przez bramkę. No i jak się doładuje za dużo, to po zwrocie urządzenia poza kaucją zwracają też niewykorzystane pieniądze z konta.

Co Ty k… wiesz o Białorusi? W sumie niewiele. Coś tam dzwoni o Łukaszence, płaskim jak stół terenie, ładnym metrze w Mińsku i sporej mniejszości polskiej w okolicach Grodna. Trochę rozmawiałem z A. i S. z Białorusi, ale ciągle mało. Informacja na stronie MSZ…no nie powiem, że tam nieprawdę piszą, ale trochę przegięcie. Mimo przejechania tysiąca kilometrów nie złapała nas ani razu drogówka, nikt nie chciał od nas łapówki (nawet pogranicznicy!), kontrole graniczne też nie były specjalnie dotkliwe (chociaż porównywalnie uciążliwe co rosyjskie). Ta sama tamożnaja deklaracja (deklaracja celna), te same karty migracyjne, doszedł tylko nowy kwit na samochód. Pytania tak samo głupie.

[P]ogranicznik: (po rosyjsku) Deklarację celną wypełniliście?

[Ja]: (łamanym, patologicznie złym pidżinem rosyjsko-polskim]: Tyle ile mogłem.

[P]: Nie wpisaliście nic do przewożonych przedmiotów.

[Ja]: (ukrywając fakt, że jest pierwsza w nocy i nie chciało mi się wpisywać telefonów, mp3 i tableta w kwity) Bo nic nie przewozimy. Alkoholu nie, papierosów nie…

[P]: Pokażcie bagażnik.

(Otwieram, w środku plecaki, torby, części samochodowe, butla z gazem, mięso w słoikach i przewodnik po Polsce – ogólnie same niezbędne produkty)

[P]: (wskazując triumfalnie plecak palcem) A to co?!

[Ja]: Rzeczy.

[P]: A przewozicie coś nielegalnego?

[Ja]: …no nie.

[P]: Dobrze, jedźcie.

Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem.

Po przejeździe przez granicę, nastraszeniu kolegi konsekwencjami zgubienia karty migracyjnej, zakupie lokalnych trunków rozgrzewających i załadowaniu BelToll, mogliśmy wreszcie ruszyć w drogę.

Właśnie, drogi. Te główne są bardzo przyjemne, ale głównie w kwestii samego asfaltu. Infrastruktura poboczna (stacje, postoje, sklepy) nawet przy głównych drogach są bardzo rzadko porozmieszczane. Wjechaliśmy na Białoruś na pełnym baku (nie ogarnialiśmy jeszcze waluty i nie wiedzieliśmy czy drogo, czy tanio), więc nie mieliśmy z tym problemu, ale w razie awarii byłoby niewesoło pod tym względem. Poza tym ładnie i kulturalnie się śmiga. W czasie dwóch dni spotkaliśmy może trzy samochody, które ewidentnie przekraczały prędkość. Ludzie w trasie spotykani na rzadkich postojach byli bardzo pomocni i przyjaźni.

O, to ja może o ludziach. Są przemili. Nie mieliśmy nigdzie problemu z komunikacją…no dobra, może uściślę – wszyscy chcieli się z nami porozumieć, nawet gdy nie mieliśmy wspólnego języka. Białorusini mówią głównie po rosyjsku, rzadziej białorusku. Jest to język oficjalnie na równi z rosyjskim (są w nim zapisane m.in. nazwy ulic), ale już tablice informacyjne przed knajpami były po rosyjsku. Nasz kolega A. przyznał, że po białorusku rozmawia tylko z babcią, wszyscy pozostali członkowie rodziny i znajomi mówią po rosyjsku. Po angielsku mówili niewiele osób, ale nie stanowiło to problemu – wystarczył nam podstawowy rosyjski zmieszany z polskim i wstawkami angielskimi. Plus machanie rękami. Rozpoczęcie rozmowy od „Izwienitie, my nie gawarim pa ruski” ułatwiało wszelką komunikację. Cyrylica białoruska jest dość podobna do rosyjskiej, a sam białoruski ma dużo słów podobnych do polskiego, więc Polak z podstawowym rosyjskim daje radę, dopóki nie wrzeszczy na niego jakiś mundurowy z lotniskowcem zamiast czapki.

milicja

Zdjęcia od telegraf.by. Ja im wolę zdjęć nie robić, są wtedy nerwowi.

I jeszcze ostatnia kwestia: waluta. Tu trochę głowa boli. Rubel białoruski jest obecnie wart około 0,0002 pln, przez co trudno się liczyło…w sumie, cokolwiek. Kawa na stacji – 24 000 BYR; przejazd metrem – 5 000 BYR; kaucja za BelToll – 440 000 BYR…Jak to mówi A., każdy tam jest milionerem 😉

DSC_0159

Kuba idzie na kawę (w ręku mam jakieś 4,50 zł)

Inflacja jest znaczna (w 2011 roku wyniosła 108%, w ostatnich latach ją opanowano i wynosiła 16-20), w planach denominacja (w lipcu mają obciąć kilka zer). Nadal, wszyscy Białorusini mają portfele pełne makulatury, oszczędności trzymają w dolarach, a banki oferują pożyczki na atrakcyjny procent 34,4%. Nic tylko brać.

Obecność państwa jest widoczna na każdym kroku. Co i rusz stoją billboardy informacyjne („Dzieciństwo zdarza się raz. Zapłać alimenty”; „Prędkość zabija”; „Tato, zapłać podatek”; „Nikotyna albo tlen, wybór jest Twój” i moje ulubione: zdjęcie dziecka w pralce i „Rodzicu, pilnuj dzieci”). Po powrocie zdałem sobie sprawę, że zrobiłem zdjęcie tylko jednemu z nich (pozostałe mijaliśmy w biegu albo stały na skraju drogi), ale radujcie oczy tym cudem:

SAM_1944.JPG

W parkach i na ulicach czystość niesamowita, ale wynika to z ogromnego zatrudnienia w sektorze drobnych usług – które, notabene, są bardzo tanie. Ludzie pracują sześć dni w tygodniu, głównie w państwowych instytucjach i firmach, ale pensje są bardzo niskie. Za to socjal jest dość wysoki, dzięki czemu w parku można było uświadczyć sporo rodzin z małymi dziećmi.

Nie wiem czy tak trafiliśmy, czy to był leniwy weekend, albo po prostu mamy takie uczucie przez kontrast z Warszawą – ale Białoruś wydawała się pustawa. Jest to uzasadnione gęstością zaludnienia (Białoruś ma powierzchnię około 2/3 powierzchni Polski, a populację cztery razy mniejszą) i wielkością miast. O ile stolica Polski jest domem dla 5% Polaków, to w Mińsku mieszka co piąty Białorusin. Warto zaznaczyć, że Mińsk jest mniej więcej wielkości Warszawy…Z kolei gdy jechaliśmy przez zachodnią Białoruś, to czasami i przez całe kilometry nie było widać żywej duszy, zwłaszcza na Polesiu. Tylko od czasu do czasu wyczilowany wędkarz stał przy brzegu jeziora, rzut kamieniem od drogi. A poza tym las, las, las…

Chętnie wrócę na Białoruś, ale tym razem raczej pozwiedzać okolice Grodna, tamtejsze wsie, skanseny i, być może, posiedzieć chwilę w głuszy. Lasy i pola Białorusi są naprawdę piękne. Bo co jak co, ale spokoju to jest tam co niemiara. Dopóki jakiś smutny pan w wielkiej czapce się nie zainteresuje…

Zdjęcia wrzucę później.

 

 

Advertisements
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s