O spontanicznej wycieczce do Brukseli [zdjęcia]

Co zrobić z wolnym weekendem? Cóż, można się pouczyć, popracować lub naładować akumulatory oglądając głupi serial. Mi jednak zostały zaledwie dwa tygodnie do końca stażu, postanowiłem więc odwiedzić znajomego mieszkającego w Brukseli.

L. poznałem podczas konferencji w Komitecie Regionów (możecie go znaleźć na jednym ze zdjęć, szeroko uśmiechającego się do kamery). Pochodzi z Włoch, mieszkał kilka lat w Hiszpanii, studiował w Yorku, obecnie przebywa w Brukseli. Jego dziewczyna, Hiszpanka, przebywa tu na stażu.

Kiedy przyjechałem, przeszliśmy się po Brukseli. Nigdy nie miałem możliwości dobrze poznać tego miasta. Niby stolica Europy, a jednak nic w niej wyjątkowego. Nowoczesna i stara. Bardzo multikulturowa, ale mieszkańcy i tak organizują się w getta. Dwujęzyczna, a dominuje francuski. Ma przepiękne zabytki, ale tak porozrzucane i przytłoczone biurowcami ze szkła i stali, że trudno ogarnąć. Jedna z największych (siedziba wielu instytucji unijnych, NATOwskich i międzynarodowych) i najmniejszych (1,1 mln mieszkańców) ze stolic europejskich (nie liczę mikropaństw). Przytłoczona ruchem samochodowym i pieszym, ale posiadająca piękne parki. Zdurnieć można.

Kiedy ją odwiedzałem dwa lata temu niespecjalnie mi przypadła do gustu. W porównaniu z Antwerpią wydawała mi się mocno zaniedbana, zwłaszcza jeśli chodzi o typowe usługi komunalne (czystość ulic etc.). Z każdą kolejną wizytą przypadała mi coraz bardziej do gustu, zwłaszcza kiedy przypomniałem sobie, że stolica danego państwa nigdy nie odzwierciedla kondycji państwa i należy je traktować osobno (chociażby Moskwa do Rosji, Warszawa do Polski czy Londyn do Wielkiej Brytanii).

Moim gospodarzom chcę serdecznie podziękować za gościnę i nakarmienie głodnego (m.in. prawdziwym włoskim spaghetti carbonara). Do późna gawędziliśmy o szeroko pojętej Europie. Wydawało mi się to wstępem do średniej klasy dowcipu – Polak, Hiszpanka i Włoch wchodzą do baru w Belgii… L. na pewno mnie zachęcił do odwiedzenia Włoch (jakbym potrzebował osobnego zaproszenia!), ja go do przyjazdu do Polski. Zawstydził się strasznie, kiedy się zorientował, że Gdańsk i Danzig to jedno i to samo miasto. Bardzo mu nie pasowało, że w tej części polskiego wybrzeża jest inne portowe miasto, znane z Wałęsy, Solidarności i bycia Wolnym Miastem…jak poskładał wszystko do kupy, to myślałem, że ja poskładam się ze śmiechu.

Doszliśmy też do ciekawej konkluzji dotyczącej obecnej fali migracji. A co jeśli się mylimy, co do jej przyczyn? A co jeśli ludzie nie migrują wewnątrz Europy tylko za chlebem i pieniędzmi, ale także za przygodą? Nie mówię, że ta zasada obejmuje wszystkich emigrantów – ale jeśli jednym z czynników napędzających migrację jest po prostu ciekawość świata, która została wzmocniona otwartymi granicami, „czterema swobodami” i wspólnym rynkiem handlowym i walutowym? Jeśli nic mnie nie trzyma w danym miejscu – czemu nie robić dokładnie tego samego gdzie indziej?

Ja oraz moi gospodarze znaliśmy wielu naszych rodaków, którzy wyemigrowali z kraju (tak, nie tylko Polska ma problemy z ubywającymi obywatelami). Gdzie oni się podziali? Przecież wszyscy nie mogli wyjechać do Anglii i Niemiec (powszechnie wiadomo, że „ci cholerni Ciapaci, Arabusy i Turasy” psują rynek od lat i nie ma tam pracy). Poza tym – na ile dokładne są te statystyki wyjazdów? Jak często się aktualizuje powroty? Od kiedy to jestem tylko cyfrą w statystyce państwowej do obliczania PKB per capita (podejrzewam, że od dawna, ale to chyba mój cynizm)? Nie wiem, może to jakaś frustracja, ale nie lubię kiedy ludzi traktuje się tylko jako silnik napędzający PKB, który się ma tylko produkować i reprodukować, no i oczywiście płacić VAT i ZUS. Krew mnie zalewa, kiedy słyszę porównania jak do zwierząt hodowlanych. Europa przeszła długą drogę w ciągu kilkudziesięciu lat – pewna destabilizacja jest normalna. Ludzie wędrują, też mi coś. Zawsze wędrowali.

Będę pewnie inaczej śpiewał, kiedy będę zarabiał 800 zł na rękę jako Younger Intern Assistant Executive Vice-Manager (Part-time), ale to raczej pieśń przyszłości. Będzie to wtedy temat na inny smęt 😉

P.S.: Moi gospodarze mieli w Yorku współlokatorów, parę Polaków. Byli nimi autentycznie przerażeni – od skrajnych i sprzecznych z sobą poglądów, przez wtykanie w każdą rozmowę polityki i płytkiego patriotyzmu do agresywnych wypowiedzi i ogólnego braku poczucia humoru. Pokazali mi profil ich byłego współlokatora na FB, Niby profil nic nie mówi o człowieku, ale jako „Lubię to!” miał oznaczone głównie strony o KNP, „raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę”, „Jestem za delegalizacją SLD”, oficjalny fan page Janusza Korwina-Mikkego i „Partia Libertariańska” razem z „Młodzieżówka Nowej Prawicy” i „Jestem za karą śmierci dla zbrodniarzy”. Nie mogli długo zrozumieć, z czego się tak śmieję.

P.P.S.: Kojarzycie ten znany z mediów i rozmów z wujkiem Andrzejem podział na wschód i zachód? Włosi i Hiszpanie mają podobny rozdział północ – południe 😉

P.P.P.S.: Poniżej macie parę zdjęć z Brukseli – nie jest to jednak ta piękna znana Bruksela. L. i A. mieszkają w (bardzo taniej) dzielnicy marokańskiej, niedaleko portu rzecznego (ciągnącego się aż do Antwerpii). Taki wgląd w Brukselę od kuchni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s