Po co siedzieć w domu, skoro można…yyy…być gdzie indziej? [zdjęcia]

Znajomi mnie namówili na wyjazd w Karkonosze na Sylwestra. No to czemu nie opisać?

Pojechaliśmy w jakieś 50-60 osób nocną tlką do Jeleniej Góry. Tam mieliśmy zorganizowanego busa do Karpacza, pod sam PTSM, który zajęliśmy cały. Pierwszego dnia chodziliśmy po okolicy w poszukiwaniu keszów (kto nie wie co to jest, niech klika tu). Połaziliśmy po Karpaczu (jeden z keszy był schowany koło kościoła), zaszliśmy na Krucze Skały i wodospad w Łomnicy…a potem, przyznaję ze wstydem, nie za bardzo śledziłem trasę. Trochę zmęczenie pociągowe, trochę lenistwo. Po prostu łaziliśmy przez kilka godzin, wspinaliśmy się na skałki i oglądaliśmy wszelakie okoliczne atrakcje (m.in. kościół Wang, ciekawa konstrukcja, wyraźnie inna od podobnych kościołów w Norwegii). Do schroniska zaszliśmy w sumie dosyć późno.

Drugiego dnia była wycieczka już większa – wspięliśmy się trasą Polana – Pielgrzymy – Słoneczniki – grzbietem do schroniska „Odrodzenie” – powrót na Polanę niebieskim szlakiem po zboczu. Spacerek niezły, zwłaszcza że tak od 1000 mnpm już (jeszcze?) leżał śnieg. A potem weszliśmy w chmurę i było wesoło. Zabawne, człowiek po chwili już nie pamięta, że było ciężko, jedyne co pamięta to te miłe uczucie ze zrobienia trasy. Wiwat pamięć selektywna!

Następnego dnia zrobiłem sobie dzień przerwy, nazwijmy to – regeneracyjno-gospodarczy. Oficjalna wersja – bolała mnie lewa noga, nieoficjalnej nie podam, powiem tyle, że zbyt intensywnie grałem w szachy. Alkoszachy.

Wobec powyższego, ominął mnie wypad na Śnieżkę, czego nie mogłem sobie przebaczyć. Ruszyłem więc w Sylwestra z samego rana na samotną wycieczkę. Taaa, samotną…wchodziłem ze Skalnego Osiedla na Sowią Przełęcz w sumie sam, ale tam już zaczęło się robić tłoczno. Do Jelenki głównie Czesi rodzinnie, raczej spokój, potem pustka przez fragment trasy….a na Śnieżce dziki tłum. Zatrzymałem się tam na obiad, co było raczej głupie i nie w moim stylu, ale raz zaszaleć, jak nikt nie patrzy, można. Tylko się utwierdziłem w przekonaniu, czemu do tej pory nie jadałem w schroniskach. Jednak w zimie ciężej się chodzi bez odpoczynku i ciepłego posiłku, zwłaszcza przy silnym wietrze.

Na Śnieżce zmieniłem plany i zamiast wrócić do Sowiej Przełęczy, zszedłem do Domu Śląskiego. Trasa była straszna, śliska, oblodzona, zatłoczona i kamienista. Ślizgali się nawet ludzie z kijkami i rakami. Podziwiałem za to ludzi w adidasach. Tak, było kilku. Widziałem już wiele, ale to było i tak mocne.

Kiedy ześlizgnąłem się na dół, zaliczając sporo upadków, niszcząc sobie rękawice, rozbijając kolana i tyłek, wstałem, otrzepałem się i obejrzałem w tył, żeby zrobić zdjęcie. Wtedy dopiero zobaczyłem, że chmura, która mnie goni od dłuższego czasu, wcale nie zmieniła kierunku i już przykryła Śnieżkę. Przyspieszyłem kroku i zszedłem koło Domu Śląskiego i później wyciągu, w dół do Karpacza. Cała trasa zajęła mi pięć i pół godziny (z ponad półgodzinną przerwą na obiad!) i była świetna, zwłaszcza w kwestii widoków. Muszę jeszcze wrócić zimą w góry.

Kiedy wróciłem do schroniska, trwały pełne przygotowania do imprezy. Niezwykły klimat osiągnięto tematycznymi strojami i ogólnym nastrojem, zabawa była przednia. Dla mnie niestety zbyt przednia, pogo wyszło zbyt szybko, ja nie przedsięwziąłem odpowiednich środków i w wyniku nieszczęśliwego wypadku kolega wbił mi okulary w twarz, a mnie samego w krzesła stojące pod ścianą. Wyglądało bardzo groźnie, skończyło się na strachu w sumie. Z obecnej perspektywy jest mi właściwie głupio. Było podejrzenie wstrząśnienia mózgu, złamania kości jarzmowej i połamanych żeber, a po kilku dniach, po wizycie u internisty, skończyło się na podejrzeniach. Zyskałem za to dwie blizny, efektowne limo pod okiem, stłuczone żebra i, tu cytat, „zakaz wuefu przez dwa tygodnie”. Ale jak kicham to się przewracam z bólu. Ludzkie ciało jest zabawne.

Z tegoż powodu nie poszedłem na przedłużenie rajdu (przez Samotnię do Szklarskiej Poręby), tylko znieczuliłem się w pociągu i pojechałem z resztą na północ. Stąd niestety rajd uległ pokaźnemu skróceniu, trudno, ale za to – Śnieżka zaliczona! A nigdy na niej nie byłem wcześniej, co się liczy.

Zdjęcia!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s