Co się wydarzyło u Dycha pomiędzy lipcem a październikiem? [zdjęcia]

Dawno nie pisałem. Było trochę o czym, ale nie było za bardzo czasu. Skreślę zatem parę słów teraz.

***

Na wakacje pojechałem z O. na podróż autostopem.  Skorzystaliśmy z przystępnej cenowo oferty pewnej linii lotniczej, która lata różowymi samolotami, i skoczyliśmy do Barcelony. Tam zatrzymaliśmy się u mojej koleżanki na parę dni, po czym ruszyliśmy w drogę. Spaliśmy na skałach nad Morzem Śródziemnym, spędziliśmy cały dzień na plaży, jedliśmy arbuza, ogólnie cieszyliśmy się życiem. Przez parę dni byliśmy w Hiszpanii, potem ruszyliśmy na północ. Spotykaliśmy fascynujących ludzi i ich niesamowite historie. Góry w Hiszpanii są piękne. Zdecydowanie za gorąco jak na mój gust…ale chętnie tam wrócę.

Zawiedliśmy się trochę na Francji, spotkaliśmy sporo niemiłych ludzi i mieliśmy względne problemy z podróżowaniem. W miarę szybko postaraliśmy się stamtąd zmyć i jednym stopem przejechaliśmy 600 km z Bordeaux do Rouen. Niestety, zaczęła się wtedy Normandia – czytaj, skończyła dobra pogoda. O. czuła się znacznie gorzej w zachmurzonej północnej Francji i w Belgii, gdzie spędziliśmy następne parę dni, odwiedzając moich znajomych. Potem – parę rozkosznie leniwych dni w Niemczech u znajomej O. i w sumie tak zakończyliśmy wyjazd, bo dalej jechaliśmy już busem (bo nie mieliśmy żadnych planów na północne Niemcy, a w Berlinie czekali na nas znajomi).

Autostop to świetny sposób na pokonywanie sporych odległości stosunkowo tanio i szybko, ma za to kilka wad. Jest nieprzewidywalny (trzeba być elastycznym do zmieniającej się sytuacji), czasochłonny (można zmarnować łatwo dzień lub dwa, jeśli się utknie w złym miejscu) i nie pozwala zobaczyć zbyt wiele samemu (atrakcje naturalne mają mały ruch samochodowy, a duże miasta wymagają wysiłku, żeby się dostać do centrum, zostawić gdzieś plecaki, zjeść na mieście a potem wrócić przed zmrokiem na obrzeża – i to wszystko w taki sposób, aby nie zmarnować czasu, zobaczyć jak najwięcej, jak najmniej zapłacić a i nie stać po nocy na autostradzie). Ponadto trzeba wziąć ze sobą dużo sprzętu, aby być gotowym na wszystko (zmieniająca się pogoda i klimat od Hiszpanii do Normandii, chodzenie po mieście jak i kemping w lesie), ale nie za dużo, żeby móc nadal się sprawnie poruszać.

***

Byłem też na Woodstock’u w Kostrzynie nad Odrą. Pierwszy raz! Niestety, zdjęć mam co kot napłakał i kiepskiej jakości, więc nie będzie dokumentacji fotograficznej. Muszę jednak przyznać, że mi się bardzo podobało. Zupełnie inaczej to wyglądało niż się spodziewałem. Przede wszystkim – jest tam spokój. Oczywiście, względny. Około pół miliona pijanej młodzieży i bez ofiar śmiertelnych? Niewyobrażalne dla mnie, do tej pory przynajmniej. Przecież to tak jakby cały Gdańsk w tej samej chwili się schlał i poszedł na jakieś pole posłuchać muzyki. A tu – spokój, kultura, kilka bójek ledwie. Policja ganiała jak porąbana, ale miała raczej ludzką twarz (nie wyganiała ludzi schładzających się w miejskiej fontannie – w której chociaż krótki pobyt był ulgą przy trzydziestoparostopniowym upale), opieka medyczna była na najwyższym poziomie. Znikoma ilość agresji, za to kupa pozytywnej energii. Trzy sceny z najróżniejszą muzyką, ogromna różnorodność wśród ludzi – bardzo miłe doświadczenie.

Oczywiście, nie było idealnie – z hukiem do mediów przebiła się wiadomość, o jakimś świrze, który uderzył jednego z gości ASP, dziennikarza z pewnej dużej stacji telewizyjnej. Bardzo mnie to zmartwiło, bo z tego co słyszałem, Woodstock był raczej wolny od takich sytuacji, przynajmniej wcześniej. Trochę się to zaczęło psuć. Dochodzi do bardzo niebezpiecznej radykalizacji poglądów. Mam nadzieję, że przypadek tego chłopaka jest odosobniony, ale coś czuję, że nie.

Na pewno na festiwalu nie można się było nudzić – odpocząłem trochę, słuchałem dobrej muzyki, rozmawiałem z ciekawymi ludźmi, między innymi uczestniczyłem w kilku sesjach Q&A z krysznowcami i rozmawiałem z pewnym katolickim księdzem na kontrowersyjne tematy i uzyskałem satysfakcjonujące mnie odpowiedzi. Zawiodłem się tylko, że Farben Lehre nie dało zwykłego koncertu, na jaki liczyłem, a zrobiło raczej wycieczkę po historii rocka z masą featów, ale i tak było nieźle. Poza tym spodobała mi się Maria Peszek, Hajdamaky i kupa innych zespołów, których nazw już nie pamiętam. Ogólnie, przyjemnie.

***

Po powrocie usiadłem do nauki, bo czekały mnie dwa egzaminy. Mam pięćdziesięcioprocentową skuteczność, bo oblałem handlówkę. Jest za to komicznym fakt, że przedmiot którym mnie najbardziej straszono – postępowanie karne – był stosunkowo prosty, zdałem go za pierwszym razem bez większych problemów, choć też bez fajerwerków. Handlówkę oblałem po raz drugi, co mi umożliwiło wsparcie uczelni poprzez dobrowolną składkę za usługi edukacyjne (bo za egzaminy przecież się nie płaci) w wysokości trochę mniejszej od połowy minimalnej krajowej. Egzamin warunkowy mam jakoś w listopadzie, ale nie narzekam.

Najważniejsze dla mnie jest teraz że skończyłem w terminie zaległe egzaminy i jestem już studentem piątego roku. Nadal mam dużo pracy, ale jest to już tylko „dużo”, w porównaniu do okrutnego zachrzanu wcześniej.  Jeden warunek, jeden fakultet, dwa dodatkowe wykłady w języku angielskim, żeby nie wypaść z rytmu. Poza tym niemiecki dwa razy w tygodniu – no i magisterka do napisania. Mam na razie cztery szalone strony, no ale cóż – nie od razu metro zbudowano.

W międzyczasie składam dokumenty o stypendium zagraniczne i rozważam, co zrobić po obronie. Opcji jest kilka. Czas pokaże.

Zdjęcia!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s