O ksztalceniu prawnikow slow kilka.

Dzis bez polskich znakow, bo mnie do Niemiec rzucilo. Jakos tak. Prosze o wyrozumialosc, jesli mi sie czasem „z” z „y” pomyli, bo pisze z laptopa kolezanki na klawiaturze qwertz. Mialo byc zorganizowanie i rzeczowo, ale jak zwykle wylalo sie ze mnie zbyt wiele losowych uwag i dygresji. Milej lektury.

***

Po roku bycia niejako przykutym do naszego kochanego, pieknego, ale odrobine porabanego kraju, postanowilem odpoczac i ruszyc, jak wspomnialem w poprzednim wpisie, w podroz po Europie. Zdjec na razie nie bedzie, ale za to postaram sie uwiecznic na pismie pewne spostrzezenia, jakich dokonalem, robiac  tournee po Europie Zachodniej.

Dyskusje, czy Polska powinna sie identyfikowac z szeroko pojetym Wschodem czy szeroko pojetym Zachodem, zostawiam na kiedy indziej.

Odpoczalem w goracej i usianej palmami (w okolicach Barcelony) oraz gorami (bardziej Pireneje) Hiszpanii, wkurzylem sie w usianej fakami (o czym napisze kiedy indziej) Francji, potem spotkalem sie ze znajomymi w Belgii i Niemczech. I tu trafil mnie szlag.

Do osob spoza swiatka prawniczego: obecnie w Polsce postepuja reformy edukacji prawniczej w Polsce. Lacza sie z tym wszelkie deregulacje zawodowe, zmiany programow i trybow studiow, liczne dyskusje jak i co powinno wygladac. Wychodza z tego rozne jaja, ogolnie rzecz biorac, co postaram sie opatrzyc swoim amatorskim a zlosliwym komentarzem.

1. Tryb i program studiow.

Dotychczas jedyny sluszny program studiow byl czysto akademicki (czytaj: mocno teoretyczny), jednolity piecioletni, koniecznie dzienny. Studenci zaoczni byli traktowani (nieslusznie) jako tepaki drugiej kategorii. Zupelnie jakby sami ukladali sobie program studiow i prowadzili zajecia. Ostatnio pojawily sie studia uzupelniajace magisterskie, majace dac podstawe wiedzy prawniczej dla licencjatow (tak to sie odmienia?) innych kierunkow.

W swiatku prawniczym podniosly sie glosy, a wrecz wrzaski, ze spowoduje to spadek wiedzy prawniczej, swinie zaczna latac, kobiety beda mialy rowne prawa co mezczyzni, zaleje nas homoseksualizm i gender terror oraz fryzjerzy-prawnicy. Czytajac wymiane opinii na ten temat mialem wrazenie, ze prawo to jakas wiedza tajemna, pisana w starozytnej lacinie i tylko po ciemku, ktorej jakosci nie da sie zweryfikowac, o ile nie skonczylo sie stacjonarnych piecioletnich studiow magisterskich. Wszak studia te, bedace jedyna sluszna droga rozwoju  prawnika, skladaja sie z tak kluczowych i profesjonalnie prowadzonych przedmiotow jak WF, prawo morskie, prawo kanoniczne czy tez filozofia (zlozona z oszalamiajacych 30 godzin wykladu). Nie wspominam tu tez o niezwykle istotnych dla rozwoju wewnetrznego elementach historii prawa (jak polskie prawo bartnicze czy tez prawo zup solnych z XVI w.) czy tez o skupieniu wykladowcow na skoordynowanym przekazywaniu wiedzy (jak wyklad o KRS, ktory mielismy trzy razy: na zajeciach z prawa administracyjnego, handlowego i gospodarczego).

Faktycznie, wprowadzenie procesu bolonskiego (ktory jednemu z moich kolegow z roku, z nie wiadomego powodu kojarzyl sie z homoseksualizmem) rozbije swietosc i nienaruszalnosc procesu ksztalenia prawnika. Dziwi mnie brak konsekwencji moich dydaktykow – powszechne bylo twierdzenie, ze prawo to studia akademickie, a nie wyuczanie zawodu, a mimo to wielu z nich uczylo nas aspektow praktycznych, bo jako adwokaci (etc.)  na tym sie najlepiej znaja. Oba podejscia sa dobre i powinny byc laczone, ale niech to bedzie z glowa!

2. Praktyki, staze i zajecia fakultatywne

Moj wydzial szczyci sie w obecnym programie (tj. dla rocznika 2009 – nie znam nowego programu studiow, ale zycze mu jak najlepiej) wysokim, bo piecdziesiecioprocentowym, stosunkiem zajec obowiazkowych („sztywnych”) do fakultatywnych (wyklady do wyboru). Jak to wyglada w praktyce? Oceny z WdW sa niewliczane do sredniej, a przez to traktowane po macoszemu. Sa to albo tematy hobbystyczne („Slynne procesy o czary”, „Historia ustroju miasta Gdanska”, „Prawo kanoniczne”), albo tak waskie tematycznie, ze sluza raczej wykladowcy niz studentowi („Wprowadzenie do ukrainskiego prawa karnego”, „Europejskie prawo reklamy”), ewentualnie sa powtorzeniem tego co na obowiazkowych zajeciach („Prawo daninowe”, „Prawo zabezpieczenia spolecznego”, „Prawo obrotu nieruchomosciami”).

UG szkoli swoich studentow w zakresie lingwistycznym – poprzez lektorat na pierwszym roku. Na organizacje spuszcze zaslone milczenia, ale powiem tyle ze bedac zagrozonym oblaniem trzech przedmiotow i zagubionym w rzeczywistosci akademickiej niespecjalnie sie skupialem na poznawaniu jezyka niemieckiego na poziomie A1.

Praktyki – oczywiscie, sa. Tyle ze odbebnienie tych 75 godzin w sadzie lub prokuraturze to farsa, bo student jako osoba z zewnatrz nie ma wgladu do nieocenzurowanych akt (czyli nie ma wgladu do zadnych akt, bo kto bedzie kserowal akta sprawy a potem wykreslal z nich markerem imiona i nazwiska, zeby student mogl je przejrzec). Pozostaje wiec mozliwosc obserwowania rozprawy (czyli siedzenia na sali, prawo ktore przysluguje kazdemu obywatelowi) oraz fascynujace prace biurowe (ukladanie spinaczy rozmiarami, ukladanie akt w archiwum, ale bez zagladania do srodka). Praktyki prywatne, czyli w kancelariach badz podobnych instytucjach, sa o wiele ciekawsze, ale trudniejsze do zdobycia (trzeba ich szukac samemu) i musza byc odbebnione w czasie wakacji (tj. do 2 wrzesnia).

Staze – albo darmowe, albo zalosnie oplacane. Nie bede sie tu zbyt dlugo rozwijal, ale sadze ze za wykonana prace nalezy sie wynagrodzenie.Byc moze naiwnie.  Od kiedy zobaczylem w ogloszeniu na wydziale termin „wynagrodzenie opcjonalne”, postanowilem sie sobie juz nie dziwic.

3. Dostep do zawodu.

Prawnikow jest za duzo. To powszechnie znany fakt. Prawo jest niezrozumiala wiedza tajemna, terminy takie jak „przedawnienie”  czy tez „czynnosci kauzalne i abstrakcyjne” sa niezrozumiale dla osoby bez wyzszego wyksztalcenia. Osoba po studiach prawniczych powinna za sam dyplom, niezaleznie od jakosci wykonywanej pracy, miec zapewniony byt i emeryture. Przepraszam za szydere, ale takie mam odczucie na uczelni. Niedawno czytalem, ze jesli  zbyt wielu prawnikow bedzie opuszczac mury uczelni, zostana oni taksowkarzami, jak to mialo miejsce niedawno w Niemczech. Taksowkarz to polczlowiek a Niemcy, jak powszechnie wiadomo, to maly, zacofany kraj, marnujacy potencjal swoich obywateli, przez co masowo opuszczaja oni ojczyzne i pracuja na zmywakach w Anglii. Przepraszam znowu, ale nerwy mi puszczaja.

Nie wiem nawet gdzie zaczac. Czy tam, ze obecnie sedziow i prokuratorow ksztalci sie tylko w jednym osrodku w Krakowie i jest to zaledwie okolo 300 osob rocznie? Czy tez tam, ze istnieje taka dzika bestia jak rynek, ktora weryfikuje poziom swiadczonych uslug? A moze od tego, ze niektorzy prawnicy, z wieloletnim stazem, potrafia popelnic elementarny, czasami kosztujacy klienta tysiace zlotych blad, ale nadal zostaja w zawodzie, a mlodzi i ambitni – juz nie?

***

Siedze sobie teraz z laptopem na kolanach i surfuje po internecie, szukam ofert praktyk.

Niemiecki Bundestag – pieciomiesieczne stypendium, 450 euro miesiecznie plus zakwaterowanie, ubezpieczenie i transport. Prestizowe instytucje unijne – Parlament Europejski, Komisja Europejska, Trybunal Obrachunkowy, Rada, Europejski Bank Centralny – stypendia wszelakie, od miesiaca do pieciu, w wiekszosci platne, od 600 euro w gore. Zasady i program oraz wymagania scisle okreslone i rowne dla wszystkich.

Patrze w Polsce – praktyki w RPO – darmowe. W sadach i prokuraturze – darmowe. Wiecej – zeby pracowac w sadzie rejonowym w moim miescie musialem zaplacic 50 z za zaswiadczenie o niekaralnosci.

Szukam studiow – niemieckie studia magisterskie w zakresie prawa w Berlinie – wymagany dyplom licencjata z listy wspieranych kierunkow, po roku nauki mozliwosc aplikowania jako adwokat do niemieckich korporacji. W dziale „Finanse” link do stypendiow DAAD dla Polakow – 750 euro miesiecznie.

Wspominam prace w Belgii – 10 euro na godzine. Rozmawiam z kolezanka z Niemiec – wstaje rano, bo idzie do pracy na poczcie. 11 euro. Wspomina znajomego dorabiajacego sobie w kinie za 13 euro.

Wspominam prace w Polsce – 4 zlote na godzine, na czarno, jako kelner. 5,50 zl jako obsluga kina. 10 zl jako pracownik na budowie – to byla dobra stawka. Patrze na kolege, ktory spedza kazda srode w Wojewodzkim Sadzie Administracyjnym na rozprawach podatkowych, biegnie do domu, przepisuje notatki na komputerze, wysyla do swojego szefa w Warszawie, dostaje do wieczora potwierdzenie, ktore rozprawy ma opisac ze szczegolami. Placi mu sie za szczegolowy opis, 60 zl za jeden. Czasami ma jedno zlecenie tygodniowo, czasami piec, czasami w ogole nie ma. Wszystkie srody spedza w sadzie. Zazdroscimy mu roboty.

I tak sobie siedze, patrze na ceny, patrze na rynek, slucham komentarzy, co nalezy z tym zrobic. Odpalam wiadomosci, a tam ksiadz sie poklocil z biskupem, kandydat z partii A wygral z kandydatem B, choc obaj maja identyczny program, a dziennikarze szanowanego i profesjonalnego portalu informacyjno-opiniotworczego zauwazaja ze zdziwieniem, ze Chiny to duzy kraj i sa zdziwieni, ze sa inne miasta niz Warszawa.

Zamykam laptopa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s