O filmach, godzinach pracy i slangu flamandzkim (a właściwie, to jednym wyrażeniu)

Czas tu strasznie zapieprza. Jestem tu już dwa tygodnie z pięciu. Mamy multum roboty, pewnie stad to wynika. Ze względu na wyrabiane nadgodziny (mamy de facto nielimitowany czas pracy – jako że mieszkam z uczestnikami kursu, cały czas ktoś ma do mnie jakieś pytania) dogadaliśmy się z profesorem V., że będziemy mogli sobie wybrać jakiś dzień wolny. Ma to sporo sensu. Zdarza mi się mieć robotę w biurze do, powiedzmy, południa, a potem nic aż do piatej – ale wtedy z kolei wychodzi coś ponad normalne obowiazki. Po co siedzieć i przegladać wiadomości skoro można w tym czasie pójść do domu, zrobić obiad, pranie, czy załatwić własne sprawy na mieście? No i jak jest zachrzan to siedzimy od dziewiatej do osiemnastej, albo i dłużej, a potem po powrocie do domu trzeba jeszcze coś załatwić. A robota jest, jak już pisałem wcześniej, bardzo zróżnicowana – trzeba zadbać o wiele rzeczy, pozornie ze soba niezwiazanych. A jak już ktoś przyjdzie z własnym problemem, o! wtedy zaczynaja się cuda 😉

Na całe szczęście wieczory zazwyczaj sa wolne. Korzystam z tego oraz z faktu, że lato w Antwerpii, podobnie jak u nas, obfituje w najróżniejsze atrakcje. Najbardziej mi przypadły do gustu, ze względu na mój cienki portfel, wieczorne seanse filmowe. Odbywaja się one w ciekawej atmosferze, bowiem na brzegu rzeki Schelde, w starym, otwartym hangarze 19A (bez ścian, jest to właściwie dach wsparty na palach – takie konstrukcje ciagna się przez setki metrów nad rzeka i głównie sa wykorzystywane jako kryte parkingi albo otwarte magazyny). Jest to o tyle osobliwa lokacja, że miasto wysypało tam…kilka ton piasku. Jest to zrozumiałe, biedni antwerpijczycy chca się pobyczyć na piasku, a tu, jak okiem sięgnać, betonowe nabrzeże, keja albo stocznia, ewentualnie magazyny. W takich ciekawych okolicznościach, bo na piasku, siedzac na perskim dywanie (sic!), siorbię darmowa zupę (rozdaja w czasie przerwy z projekcji) badź saczę colę (bar też stoi) i ogladam pierwszorzędne filmy. Od środy widziałem „Norwegian Wood”, japoński film na podstawie powieści Harukiego Murakamiego, „Away We Go”, rozczulajacy komediodramat o życiu i wszystkim po drodze, a dziś idę z grupa ludzi z kursu, którzy ze mna mieszkaja na „Ae Fond Kiss”. O ile dzisiejszy i wczorajszy film jest angielskojęzyczny (albo chociaż z grubsza angielskojęzyczny), to „Norwegian Wood” musiałem ogladać w skupieniu. Częściowo zapomniałem fabuły, film był japoński, niektóre watki nieznacznie zmieniono lub wycięto, ciężko było skumać niektóre motywy, a napisy były francuskie i niderlandzkie. Ponieważ, jak wiadomo powszechnie, mój niderlandzki leży, musiałem się niekiedy wspierać reakcjami widowni. Dlaczego? No cóż, niemoralna propozycję jednej z bohaterek zrozumiałem, dopiero kiedy cała widownia zaczęła się śmiać. Chyba już wiem, jak we flamandzkim slangu mówi się „penis”.

Dobra, ja lecę, później coś jeszcze napiszę.

****

Rok później, wreszcie przypomniałem sobie to słowo! To „lul”! ;-D

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s