O obowiązkach studenta na bliżej nieokreślonym stanowisku, Batmanie, godzinach pracy, a także nazwach posiłków.

Ale ten czas leci. Wyladowałem tydzień temu. No kto by pomyślał.

Praca jest dość interesujaca, nigdy czymś podobnym się nie zajmowałem. Zdałem sobie sprawę, jakim koszmarem organizacyjnym jest kurs (konferencja, seminarium) tej wielkości (ok. 50 uczestników, ok. 12 wykładowców). Do normalnych zadań (organizowanie sal wykładowych, miejsc noclegowych, posiłków, drukowanie materiałów [razem 36 000 stron!]) dochodza rzadziej spotykane (odebranie niepełnosprawnego z lotniska, szukanie mu „na szybko” noclegu, bo w trakcie umieszczania go w lokum okazało się, że nie może tam mieszkać, organizacja lunchu dla osób świętujacych Ramadan). Do tego ludzie z kilku kontynentów, różnych zawodów, koloru, religii, przekonań i podejścia (oj, mamy cały czas starcia kulturowo-społeczne, oj mamy). Trzeba rozdać klucze wszystkim uczestnikom (co de facto oznacza weekend spędzony w domu, z otwartym oknem, i wypatrywanie ludzi z walizkami). Porozdawać kody do wifi. Podpisać umowy, oprowadzić ludzi. Do tego problemy bieżace – od technicznych (jedna z kart wejściowych nie działa, inne drzwi się w ogóle nie zamykaja), przez te czysto ludzkie (ktoś się zachowuje jak zwykły dupek) do merytorycznych (jeden z wykładowców zrezygnował, więc musimy zmienić program tydzień przed rozpoczęciem zajęć). Poznałem za to pół-Polkę, pół-Ekwadorkę (tak to się pisze?) z Tadżykistanu. Imię typowo polskie, nazwisko typowo hiszpańskie.  Wesoło.

Praca ta ma minus w postaci nieregularnych godzin (niby mamy być dostępni od 9 do 18, z przerwa na lunch, ale w praktyce to różnie bywa) i trzeba wyrobić sobie nawyk notowania wszystkiego, co chce się zrobić. Multum niewielkich, z pozoru mało istotnych zadań, które dopiero jak się zbierze, nabieraja znaczenia. Przez pierwsze trzy dni docieraliśmy się z załoga, teraz działamy już sprawnie  i jesteśmy gotowi na rozpoczęcie programu. Biorac pod uwagę, ile roboty mieliśmy zanim program się zaczał, zaczynam się zastanawiać, co się będzie działo w trakcie…

A, i dowiedziałem się jak się nazywa moja funkcja. Otóż, moi drodzy, Wasz uniżony bloger pracuje jako „conference staff”. Nic to nie mówi, ale już coś mogę wpisać w stopkę mejla (ważność wiadomości wzrasta siedmiokrotnie) i do CV (ma ktoś pomysł na jakieś kreatywne tłumaczenie takiego terminu?).

W czwartek byłem też na ostatnim Batmanie (nie mogłem się powstrzymać). Żeby uniknać spojlerów – solidny, dobrze poprowadzona intryga, miodne zwroty akcji, najsłabsza eksplozja w historii kina (choć reszta efektów na bdb), gwiazdozbiór, a nie obsada. Fanów Nolana zapraszam, sam miałem nieco mieszane uczucia.

Niedawno, siedzac w barze „Baracuda” na Ossenmarkcie i pijac chłodne het Bolleke, błogosławiac w myslach piatek, poświęciłem się rozmyślaniom na temat godzin pracy w Belgii i Polsce. Niby ta sama strefa czasowa, a godziny pracy i posiłków poprzesuwane. Prosta myśl – czas słoneczny – i wszystko jasne. Dla tych co spali na geografii – krótko, Belgia jest bardziej na zachód, później ma więc wschody i zachody słońca. Stad różnica. Co nie zmienia faktu, że kiedy proponuję koleżance wspólny obiad, a ona mówi „Nie, dziękuję, o dziewiętnastej mam pociag do domu” to nadal mam śmieszna minę .*

Dobra, idę spać, jutro kolejne osoby zjeżdżaja się od ósmej rano. Tak, wordpress nadal nie obsługuje drugiej litery w polskim alfabecie.

*) Jak pisałem dawno temu (i pewnie nieprawda), Belgowie jedza śniadanie (ontbijten) z rana, potem lunch między południem a druga (rodzaj lekkiego obiadu – nic nie można wtedy załatwić, zamyka się większość biur, uniwerki maja półtorej-dwie godziny przerwy itd.) i na koniec dnia obfita kolację (która po ichniemu to avondeten, dosłownie „wieczorny posiłek”), która z kolei jest błędnie tłumaczona an angielski jako dinner, czyli nasz obiad. Taaak, nawet zjedzenie czegoś może mieć zabawne konsekwencji w Belgii.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s