O opóźnionych samolotach, Gentse Feest i ochronie praw człowieka, także trochę o pracy i znowuż o A’pen.

W sobotę zladowałem znowu w Holandii. Mieliśmy niewielkie opóźnienie, bo stare Airbusy maja problemy z siedzeniami. Sama historia jest banalna, ale kryje się w niej zaginiona koleżanka z Mazur, która znam z Antwerpii, dokarmianie pracowników lotniska suchymi bułkami i skacowany, ale przyjazny Holender spod Maastricht. Lubię takie małe historie, są sympatyczne.

Na dworcu spotkałem kolegę i razem, lecz osobno (on rowerem, ja premetrem) pojechaliśmy do mojego nowego kotu. Jest to siedziba tymczasowa, bo tylko do poczatku sierpnia, ale bardzo ładna i nowoczesna. Dosyć powiedzieć, że mój obecny pokój jest trzy razy większy niż poprzedni (co, po namyśle, nie jest wcale takim osiagnięciem). Mam ponadto własna łazienkę i szybki internet. Gdyby nie praca, nie musiałbym z pokoju wychodzić poza posiłkami.

Właśnie, praca. Kurs się zbliża wielkimi krokami, a wraz z nim krocie roboty. Dzisiaj ustalaliśmy tylko ramowy plan działania i przedstawiono podstawowe problemy, z jakimi się zmierzymy. Będzie ciężko, ale damy radę. Dużo biegania, kombinowania i myślenia. A to trzeba znaleźć odpowiednie lokum dla niepełnosprawnego uczestnika, a to odebrać kogoś z lotniska, a to sponsor się wycofał albo wykładowcę nowego trzeba znaleźć…w tle już mi zaczał piszczeć jak źle naoliwione koło zbliżajacy się termin egzaminu z ILEU. Poprawka za miesiac. No cóż, jakoś to będzie.

W niedzielę, korzystajac z rady kolegi, skoczyłem do Gentu – sztuka, która mi się nie udała przez cały zeszły rok. Spontanicznie pobudka z rana, podejście na dworzec, kupno biletu i jazda! na wschód. Miasto jest urocze, a o samym festiwalu (ze zdjęciami) rozpiszę się jutro, jak mi się będzie chciało. Ogólnie, ładnie tam. I maja co niedzielę targ z ksiażkami na wolnym powietrzu. Tak, nowa ksiażka, tym razem Orwella, zasiliła moja biblioteczkę. „Na dnie w Londynie i Paryżu”. Mam nadzieję, że to nie jakaś przepowiednia. Na razie jest ponuro, ale czego oczekiwać od Orwella. A! W drodze powrotnej rozmawiałem z dwiema Flamandkami, które wracały z Lille. Pochwaliły mój niderlandzki, twierdzac, że moja gramatyka leży, słownictwo jest ubogie, szyk zdania paskudny, ale za to mówię wyraźnie i można mnie zrozumieć. No moi drodzy, i jak ja mam po takiej pochwale naukę porzucać?

Antwerpia dużo się nie zmieniła od mojego wyjazdu trzy tygodnie temu. Jest teraz bardzo słonecznie, choć to podobno wyjatek na tle ostatnich tygodni. Brzmi znajomo. Mam teraz możliwość poznać lepiej centrum Antwerpii. Podczas roku akademickiego znośnie poznałem dzielnicę studencka i historyczne centrum, zdarzyło mi się też parę wypadów na północ, do Zuid i przejazdem obecność w innych dzielnicach, ale tak dobrze poznać ścisłe centrum – to nie. Powinienem się teraz poprawić, mieszkam pięć-siedem minut piechota od Groenplaats. Może wreszcie ruszę tyłek i zobaczę trochę więcej „Antwerp by night”…Wszystko przede mna. No dobra, wszystko – pięć tygodni.

I tak, czujne oko zauważy brak „ą” w tekście. WordPress coś zmienił w ustawieniach i zrobił hotkey’a alt + a, który tworzy hiperłacze, zamiast druga literę alfabetu polskiego. Na razie nie udało mi się tego zmienić, ale może poprawia się na dniach, bo to znacznie utrudnia pisanie.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s