Ostatni post o Erasmusie.

Dwa tygodnie temu wróciłem do domu. Nawał roboty uniemożliwił mi zrobienie notki wcześniej. Postaram się teraz opisać ostatnie dni Erasmusa, mimo iż te odczucia już minęły i ciężko je opisać po czasie.

Ostatnie dwa tygodnie wyjazdu były pełne różnych, mniej lub bardziej ciekawych zdarzeń. Jadłem tartiflette (danie, które mnie przekonało do kuchni francuskiej), przeżyłem dziesięć dni mając w kieszeni cztery euro, przyjąłem na klatę wyniki z niderlandzkiego (zdany!), wypiłem ostatnie piwo w moim ulubionym pubie (tym samym w którym wypiłem swoje pierwsze piwo na Erasmusie dziesięć miesięcy temu), obejrzałem w kinie w centrum Antwerpii szkocki film z niderlandzkimi i francuskimi napisami (aktorzy mówili z tak straszną manierą, że więcej rozumiałem z napisów niderlandzkich niż z ich wypowiedzi), oddałem mój ukochany żółty rower do Fietshaven, zrobiłem pożegnalnego grilla (z polsko-czesko-niemiecko-austriacko-tajską ekipą, którą serdecznie pozdrawiam), zwiedziłem wreszcie Brugge (ostatniego dnia!) i opuściłem Antwerpię z końcem czerwca. Koledzy zrobili sobie wycieczkę żeby mnie podwieźć z Antwerpii przez Dortmund do Gdańska. Z wizytą u znajomej (którą potem zabraliśmy ze sobą) zajęło nam to załadowanym po brzegi samochodem, bagatelka, jakieś dwadzieścia godzin (ciężko policzyć, po drodze zwiedzaliśmy Brugge, zeszliśmy trochę z kursu po koleżankę, utknęliśmy na obwodnicy Antwerpii na około godzinę…), podczas gdy trasa Gdańsk-Antwerpia zajęła im tylko piętnaście godzin. Cóż, uroki podróżowania samochodem.

W Gdańsku obecnie odbębniam praktyki, rozliczam Erasmusa, zastanawiam  się, jak przeżyję sześć poprawek we wrześniu, organizuję wakacje, pakuję się na kolejny wyjazd do Belgii i tak po prawdzie, nie ogarniam co się dzieje. Erasmus się skończył dla mnie dwa tygodnie temu i chyba jeszcze to tak nie dotarło do mnie. Dodatkowo, powrót do Belgii w przyszłą sobotę wszystko dodatkowo komplikuje, bo się czuję w domu jakbym był przejazdem.

Trzy tygodnie temu, wracając z imprezy po wynikach z IELSP, próbowałem zebrać w sobie te uczucia związane z końcem wymiany i je jakoś opisać. Nie wyszło mi i chyba z trzy wersje próbne usunąłem, bo nie oddawały tego co chciałem albo brzmiał zbyt pompatycznie. W gruncie rzeczy, Erasmus to potwornie prosta sprawa. Kupa młodych ludzi z różnych części świata spotyka się w jednym miejscu i robią coś razem. Ponieważ są ludźmi (i do tego młodymi) ich podejście będzie diametralnie różne. Przez ten rok miałem okazję porównać, jak można spędzić Erasmusa. Każdy to robił po swojemu. Jedni chlali na potęgę, inni imprezowali, jeszcze inni podróżowali, kolejni siedzieli w domu, następni nienawidzili samej idei programu, zdarzali się tacy, których kompletnie nie dało się sklasyfikować. Część z tych ludzi mijałem od roku i nie poznałem ich dobrze, część poznałem w ostatnich dwóch tygodniach. Może właśnie o to chodzi? O to zróżnicowanie? Różni ludzie, różne kraje, różne poglądy. Polityka, muzyka, społeczeństwo, religia, rozrywka. Nawet głupi small-talk był w tak różny sposób rozumiany, że aż człowiek głupiał!

Ludzie są oczywiście bardzo ważni, ale Erasmus od strony naukowej też był świetny. Chwała antwerpijskiemu uniwersytetowi za IELSP, solidny kawał roboty. Program w drugim semestrze nieco bym zmienił, ale poza tym – bez zarzutu. Było mało wkuwania, ale do diabła – taki program. Gdybyśmy mieli robić pamięciówkę, nie miało by to wiele sensu, zwłaszcza po powrocie do ojczyzn.

Belgia – parę osób się mnie pytało, jak oceniam Belgię. I tak samo jak mówię im, napiszę tutaj: nie wiem. Po roku mieszkania (no już można śmiało powiedzieć, że tam mieszkałem) w obcym kraju trudno mi go ocenić pozytywnie lub negatywnie. Maja świetne frytki, dziesiątki genialnych sosów, wyborne czekolady i absolutnie przepyszne piwa, ale gdybym miał oceniać ich kuchnię, to miałbym problem. Jadając z Belgami miałem wrażenie że żywią się mrożoną pizzą i frykadelkami (currywurst) albo kuchnią francuską. Jadłodajnia Ten Prinsenhove koło uniwerku serwowała zwykłe, proste dania. Pewnym zaskoczeniem kulinarnym była gotowana cukinia, która jest w Belgii przysmakiem, co zaskakuje obcokrajowców. Ale cóż mogę powiedzieć – nie mieszkałem w Belgii, ja mieszkałem we Flandrii, może na południu mają lepszą kuchnię (choć nie wierzę, że wolną od wpływów francuskich).

Belgowie to dla mnie wzorowy przykład zachodniej mentalności. Są w zjednoczonej Europie, czerpią niezwykłe korzyści, ale nie chcą Unii. Nie znoszą rządu, rozdzielając go między władzę lokalną. Obie części się nawzajem nie znoszą i nie próbują kooperować, ale jeszcze bardziej nie znoszą sąsiadów. Gnębią imigrantów, bo zabierają im pracę, w tym samym czasie żądając tanich sprzątaczek i sklepów otwartych do dziesiątej wieczorem. Nie mają języka narodowego, dzieląc flamandzki na dziesiątki dialektów, nie mogąc się między sobą dogadać. Wymagają od obcokrajowców jego znajomości, sami go dobrze nie znając. Mają króla, który nie ma żadnej władzy i nie mają rządu…który też nie ma żadnej władzy. Dzielą swój i tak malutki kraj na mniejsze i mniejsze części, społeczności i prowincje, narzekając że zaleją ich imigranci. Mówią, że imigranci to złodzieje, sami jednocześnie kradną i oszukują. Ale nie jest też tak źle – są wykształceni, pomocni, gdy trzeba, wielu z nich to wspaniali ludzie, którzy mi pomogli na różnych etapach wyjazdu. Starsze pokolenia wiedzą, że nic nie jest za darmo, widziały kawał świata i mają znacznie więcej dystansu do tego, co się na świecie dzieje. Są też znacznie przyjaźniejsi do przyjezdnych, co jest niemal przeciwnością w porównaniu do polskiego społeczeństwa. Młodzież jest ksenofobami, starsze pokolenia są otwarte, czego nie rozumiem. Poznałem osiemnastolatka, który pół życia mieszkał w Polsce i nie nauczył się języka, i jego matkę, która płynnie operuje mową Reja. Pewna dziewczyna była w Polsce z wycieczką szkolną i z dwóch tygodni w kraju nad Wisłą zapamiętała dużo zabytków, obóz w Auschwitz, kiepskie pociągi i polską, ubogą wieś. Jej ojciec chwalił sobie współpracownika-Polaka, szefa działu finansowego w dużej firmie. I weź tu ogarnij.

Mogę też spróbować teraz podsumować – co wiem o Belgii teraz, po powrocie. I znów trudno, bo co mam zapisać? Prowincje, wypisać miasta? Belgów opisałem. Dane statystyczne można wziać z internetu. Data uzyskania niepodległości. Udział w obu wojnach światowych. Kongo Belgijskie i ogólnie, kontakty z Afryką. Multikulturowość i ksenofobia, obok siebie (słynna Firma Feryn case). Stolica i zadupie Europy – no bo jeśli kraj zmienia się w europejski węzeł autostradowy numer sześć, to o czym my tu mówimy. Można przejechać przez Belgię i nie zauważyć. Bruksela. Podzielenie uniwersytetu w Leuven –  symbol granicy z lat ’70-tych. Potworna komunikacja wewnątrz kraju. Serio, to jest straszne.  I dziwny rozdział cen – pokój kosztuje tyle co mieszkanie w Polsce, ale jedzenie bywa tańsze (zwłaszcza tanie, gotowe produkty, nie mówię o warzywach i owocach, czy też mięsie lub chlebie). Trzy rodzaje majonezu. Setki narodowości. Ogromny port, większy od miasta mu towarzyszącego. Fakt, że granicę między Flandrią a Walonią widać lepiej niż z Francją, Holandią, Niemcami czy Luksemburgiem. Ten kraj jest szalony i bardzo zachodni. A, czy wspominałem, że większość Belgów, których poznałem miała paskudny gust filmowy i muzyczny? Serio, straszny. Odbija się to na muzyce w klubach, gdzie na jednej imprezie puszczano trzydziestosekundowe urywki obecnych hitów, najczęściej zremiksowanych. Koszmar. Puby mają się nieco lepiej, ale to tylko poza godzinami szczytu.

Jak pisałem wcześniej, mam mieszane uczucia co do Belgii. Może to już nie jest kwestia samej Belgii, ale faktu, że to kraj zachodnioeuropejski? Może to właśnie było tą męczącą cechą?

Łał, to dopiero jest przydługi post, a nie napisałem nawet połowy tego, co chciałem. Teraz muszę iść, może jeszcze coś stworzę. Chcę zaznaczyć – powyższy tekst powstał na gorąco i jest chaotyczny, raczej jest przelaniem pewnych odczuć i przemyśleń na papier (edytor tekstu) niż rozprawką na temat Erasmusa i Belgii. Przepraszam za chaos 😉

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s