O czeskich imprezach, egzaminach, Francji i meczach piłkarskich.

Ostatnie dni były dość zajmujące. W czwartek miałem egzamin z Human Rights który poszedł mi znośnie, choć schrzaniłem pół drugiego pytania. Jest to jeden z dwóch egzaminów, które obawiam się że obleję, ale jestem dobrej myśli. Ponieważ był to ostatni egzamin w sesji zacząłem planować już wakacje. Koleżanka ze Słowenii z chęcią mi w tym pomogła, dostarczając sporo folderów i map z interesującego mnie regionu. Dzięki, Ana!

W piątek miałem spotkanie organizacyjne ws. mojej pracy w wakacje (będę przynieś-podaj-pozamiataj na kursie z ochrony praw człowieka i praw dziecka w lipcu i sierpniu). Organizatorem jest jeden z moich wykładowców, już któryś rok z rzędu. Zdarzyło się już im kilka zabawnych sytuacji. wynikających głównie z różnic kulturowych z uczestnikami kursu, głównie profesorami i pracownikami różnych uczelni i organizacji z Afryki. Najciekawsze były problemy z brakiem wizy, malarią i zdziwieniem jednego z uczestników, że gdzieś musi iść piechotą. Poza tym południowcy mają elastyczne pojęcie czasu, które czasami przebija nawet Hiszpanów (nasi koledzy z Puerto Rico spóźnili się raz nawet na egzamin). Ogólnie rzecz biorąc, będzie wesoło.

W piątek wieczorem poszedłem „na jedno piwo” na imprezę znajomych, mieszkających niedaleko. Koleżanka mi raz pokazała gdzie mieszkają (rodzaj akademika) więc nawet nie pytałem o dokładny adres. Powinienem. Primo, tam nie było jednego akademika, tylko kilkanaście różnych budynków, oznaczonych literami od A do S, większość opuszczona (koniec roku – studenci wracają do domów). Po trawie między budynkami biegały króliki (sic!) i niektóre z akademików były na oścież otwarte, więc chodziłem z piętra na piętro szukając imprezy. Spotkałem kilku Belgów, którzy też przyszli na imprezę, tylko inną, więc niespecjalnie byli pomocni. Koleżanka oczywiście nie odbierała, ale jakiś zagubiony Azjata wskazał mi budynek w którym mieszkają Erasmusi i w końcu, po około półgodzinie błądzenia, udało mi się trafić na przedmiotową imprezę.

Po takiej eskapadzie, wręcz epickiej podróży, nie mogłem sobie pozwolić na rychłe opuszczenia imprezy, zwłaszcza że czesko-polsko-słowacko-chińsko-tajskie towarzystwo mnie od tego zamysłu odwodziło. Imprezy nie będę opisywał, bo kogo to obchodzi, powiem tylko że dowiedziałem się kilku ciekawych, acz oczywistych rzeczy: 1) w ciągu jednej imprezy można się chajtnąć i rozwieść (używając kółka do kluczy i członka limburskiej OSP) 2) Belgowie z pralni zjawiają się o najdziwniejszych porach 3) istnieje język słowiański i brzmi jak uproszczona mutacja polskiego, czeskiego i rosyjskiego 4) Czechów bawi nasz język równie mocno jak nas ichni i 4) o piątej rano dowolny temat do rozmowy brzmi na głęboki i godny wnikliwych przemyśleń (nawet progi podatkowe w prawie belgijskim). Z przedmiotowych urodzin wyszedłem około szóstej rano i walnąłem się od razu w domu na wyrko, bo godzinę później miałem już wstać. Tak, zdaję sobie sprawę, że to nieodpowiedzialne i nierozsądne, ale cytując internetowego klasyka: Czy za dziesięć lat będę wspominał te noce, które przespałem? 😉

Około ósmej ruszyliśmy z Krakowianami na wypad do Lille i Dunkierki. Lille było urokliwe, acz mnie jakoś mocno nie kopnęło. Znacznie bardziej mi się podobała Dunkierka, choć tam nie oglądaliśmy samego miasta, tylko od razu pojechaliśmy nad morze. W lokalnym sklepie zaopatrzyliśmy się we francuskie sery, croissanty, bagietki i wino. Tak uzbrojeni usiedliśmy na plaży i wcinaliśmy, podziwiając kanał La Manche. Szybko jednak stamtąd się zwinęliśmy, bo mimo iż było słonecznie, wiał dość silny wiatr i te wszystkie pyszności nie były aż tak kuszące, kiedy między zębami zgrzytał nam piasek.

Po powrocie szybki prysznic (coby wspomnianą plażę z siebie zmyć), przebrać się i hajda na rower. A po co? A ze znajomymi z Erasmusa poszaleć na Grote Markt, gdzie na ogromnym telebimie można było obejrzeć mecz Polska-Czechy. Uzbrojony we flagę i własny zapał razem z innymi Polakami próbowałem dopingować naszą reprezentację i, jak się wszyscy zapewne domyślają, przez pierwsze 20-30 minut miny znajomych z Czech były nieciekawe i tylko Petr Cech ich bronił (dosłownie) przed porażką. Co się działo później, pozostawię bez komentarza, każdy kto oglądał mecz wie jak wyglądała reszta meczu. Moją uwagę przykuła za to obecność na Grote Markt spora ilość kibiców biało-czerwonych, którzy zaskarbili sobie moją sympatię gorącym i nieustającym wspieraniem Polaków, ale zdrowo zdenerwowali chuligańskimi wybrykami (rzucanie puszkami i butelkami w telebim po stracie bramki), bójkami (musiała interweniować policja) i pijaństwem (kumam, piwko czy dwa, ale dwóch chłopa z bruku zabierał ambulans). Ogólnie, mieszane uczucia.

Wracając, gratulowaliśmy napotkanym Czechom i współczuliśmy kibicom rosyjskim, którzy też odpadli z Euro (w duszy zacierając ręce ze szczęścia, że mieliśmy w tym własny wkład).

A jutro – ostatni egzamin. Niderlandzki w potrójnym wydaniu.

Reklamy

2 comments on “O czeskich imprezach, egzaminach, Francji i meczach piłkarskich.

  1. Lusi pisze:

    Jeśli zdarzy nam się okazja do wspólnego całonocnego balangowania i zacznę marudzić, że chce mi się spać, to przyzwalam na kopnięcie mnie w tyłek i zacytowania wyżej wspomnianej cybermądrości ;] Masz już wyniki tego egzaminu?

    Co do braku punktualności południowców, to znam wyjątek potwierdzający regułę: Hiszpan, który zawsze przychodził na spotkanie punktualnie. Mało tego nawet zdarzało się, że przed czasem ;p

    • dychu pisze:

      Moja droga, trzymam Cię za słowo 😉 a okazja się jakaś, mam nadzieję, przydarzy 😉 Wyniki z egzaminu jutro wieczorem, pewnie wkrótce dam notkę.
      Oczywiście, wyjątki, z definicji, towarzyszą najdziwniejszym przypadkom 😉 mieliśmy też dwie Hiszpanki, które były punktualne. Po prostu nasi trzej Portorykańczycy wypełnili ten stereotyp tak rozkosznie, że musiałem to opisać 😉 zresztą, nigdy nie piszemy, gdy ktoś nie spełnia stereotypu. Lista byłaby zbyt długa 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s