O europejskim prawie prywatnym, nadchodzących egzaminach, belgijskiej pogodzie i brzydkich miastach.

No to jestem w połowie drogi z egzaminami, zostały dwa. Wczoraj miałem European Private Law, nawet nieźle poszło. Z drugiej strony, zazwyczaj mam dobre odczucia po egzaminie, więc nie jest to żaden wyznacznik.

Pytania były trzy, a sam egzamin w formie open-book. Ma to swoje plusy, zwłaszcza jak ilościowo materiały oscylowały w granicach tysiąca stron (artykuły, fragmenty podręczników, akty prawne – dyrektywy i regulacje, wyroki i decyzje ECJ, opinie Rzeczników Generalnych [AG], dokumenty obiegowe Komisji, rezolucje Parlamentu…), więc pamięciowo byłoby ciężko. Jedna ze koleżanek twierdziła, że ani razu nie otworzyło podręcznika…no, zobaczymy na wynikach.

Pierwsze pytanie miało formę pracy na wyroku ECJ (C-227/08 Martin Martin [2009]) z zakresu prawa prywatnego (ochrona konsumentów i prawo do wycofania się z kontraktu). Trzeba było ocenić siłę argumentów Sądu, ich zgodność z aktualną linią orzeczniczą i z regulacją 2011/83/EU o ochronie konsumentów. Przyznam, że o ile pierwsze dwa zadania były po prostu pracą porównawczą, to ostatnie mnie zdziwiło, zwłaszcza że stan faktyczny sprawy był mniej niż znikomy (łącznie naskrobali o tle sprawy cztery zdania, reszta to szczegóły proceduralne).

Drugie pytanie dotykało Common European Sales Law. Trzeba było skontrować opinię autora jednego z artykułów, sprzeciwiającego się harmonizacji prawa prywatnego w Europie. Poza tym musieliśmy sięgnąć do Green Paper na temat CESL i odpowiedzieć na dwa inne pytania, których teraz nie pomnę.

Ostatnie pytanie było względnie proste – trzeba było zwięźle opisać jedno z zagadnień z regulacji o ochronie konsumentów (wspomniana 2011/83).

Następny egzamin w piątek – World Trade Law. W międzyczasie robię niderlandzki bo przez ostatnie dwa tygodnie porobiły mi się tyły a egzaminy tuż tuż. Dobrze chociaż, że ten ogromny segregator z Private Law mogłem odłożyć już na półkę…

Belgijska pogoda nie przestanie mnie zadziwiać. Przez trzy dni było po trzydzieści stopni w cieniu, potem jeden dzień szarówki, dwa dni burze i temperatura koło ośmiu stopni, żeby znowu było plus piętnaście i słońce. A teraz patrzę za okno (tak ściśle, wychylam) i za cholerę nie wiem jaka pogoda teraz jest…

A, no i Polacy z mojego kotu koło południa pojechali do Charleroi (najbrzydsze miasto w Belgii, a jak głosi plotka, także w tej części Europy; przez przewodnik opisywana jako „urokliwa miejscowość o postindustrialnym charakterze”) i nadal nie wrócili. Jak nie wrócą do rana, organizuję ekipę ratunkową, chętni niech piszą na mejla.

 

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s