O referatach, Brukseli, muzeach, broni (a także jak przyjemnie łączyć obie wspomniane) i integracji europejskiej.

Dziś mam zamiar skończyć jeden z referatów. Niezbędne minimum słów już mam, więc teraz organizuję tą dość chaotyczną pracę i odwalam część roboty redakcyjnej (głównie przypisy i bibliografia). Jak to skończę, uzupełnię brakujący rozdział i kimka.

Miałem to zrobić wcześniej, ale krakowiacy zaproponowali mi wypad do Brukseli, gdzie jest podobno odjechane w kosmos muzeum broni z darmowym wejściem. Ze względu na przerwę w odwiedzinach…nie, nie żartuję. Zamykają muzeum na czas lunchu. Lepiej – przerywają seanse kinowe, żeby ludzie poszli do toalety. D. i J. byli potwornie zdziwieni – siedzą sobie na „Avengersach”, wkręcają się w akcję, a tu nagle film – off, światło – on, ludzie zaczynają gadać, wstawać z miejsc, idą do toalety, kupują popcorn. I tak kwadransik przerwy. Serio, myślałem że ludzie tutaj chociaż kina mają normalne.

Wracając do tematu muzeum – postanowiliśmy pojechać do Brukseli z rana, żeby skończyć obchodzić muzeum przed przerwą. Muzeum ma zbiory imponujące, zresztą prezentuję je na zdjęciach poniżej. W jednym budynku zresztą mieści się kilka muzeów – cóż za oszczędność miejsca. Wystawa poświęcona drugiej wojnie światowej była trochę wybiórcza, ale chyba można im wybaczyć – każdy kraj patrzy na to z własnej perspektywy.

Mi najbardziej przypadła do gustu wystawa tymczasowa, gdzie w gablotkach, starannie opisane, leżały przedmioty codziennego użytku należące do wyposażenia różnych armii z czasów drugiej wojny światowej. Wojna to przecież nie tylko broń – żołnierz, żeby dobrze walczyć, musi mieć też wysokie morale. Stąd też wojskowa aprowizacja obejmowała piankę do golenia, karty do gry, domino, przewodniki do poszczególnych krajach (wyobrażacie sobie amerykańskiego żołnierza w czasie D-Day niosącego w kieszeni przewodnik po wybrzeżach francuskich?) i setki innych przedmiotów, o których myśleniu nawet się nie myśli, a przecież są obowiązkowe na wojnie – a co za tym idzie, muszą być odpowiednio wykonane na potrzeby armii. Stąd też składane korkociągi, peryskopy do wyglądania z okopów czy też maski gazowe w kształcie głowy Myszki Miki (dla dzieci).

Po opuszczeniu Muzeum Broni wyciągnąłem chłopaków do wspomnianego już parę miesięcy wcześniej Parlamentarium. Obu bardzo się podobało, jednak nasza wizyta tam zaowocowała w gorącej dyspucie na temat kształtu i przyszłości Unii. Ciągle mam dwie drogi, którymi możemy pójść – na jedną jest za późno, na drugą za wcześnie. No cóż, czas pokaże.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

One comment on “O referatach, Brukseli, muzeach, broni (a także jak przyjemnie łączyć obie wspomniane) i integracji europejskiej.

  1. Oldzia pisze:

    Zdjęcie ze Skłodowską-Curie jest naprawdę mega! 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s