O zwiedzaniu Hagi, międzynarodowych trybunałach karnych i cywilnych, jak i krakowskich profesorach w Antwerpii.

Notek ni ma, bo sesja ściga. Czuję jej oddech na plecach. Odrobinę nieświeży, przez to bardziej stresujący. Wczoraj miałem prezentację jednej z moich prac, poszło nieźle, inną wysłałem w zeszłą niedzielę, zostały jeszcze dwie, każda po 4k słów. Tą pierwszą jeszcze przeboleję (w miarę konkretny temat), ale przy drugiej będę miał myśli samobójcze. Jestem tego pewien już teraz.

W czwartek byłem wraz z programem na wycieczce do Hagi. Ze względu na charakter tego miasta oraz nasz program (a także zainteresowania) wszyscy byli najbardziej zainteresowani naszą obecnością w roli publiczności na dwóch rozprawach tego dnia. Mieliśmy pecha, bo obie odwołano, ale po obu sądach nas oprowadzono i tak. Sędzia z ICC znalazła dla nas pół godziny na spotkanie (co było super, zwłaszcza że pracowała ona zarówno w ICJ, jak i ICTY i ICC – czyli wielkiej trójce), a asystent prokuratora z ICTY prowadził nas przez meandry międzynarodowego prawa karnego i tłumaczył, jak ważne są nadchodzące procesy Karadzica i Mladzica.

Pojawiło się parę skrótów, które już tłumaczę. Haga jest ważnym miastem w Holandii – trzecie co do wielkości (po Rotterdamie i Amsterdamie), siedziba rządu, parlamentu i najważniejszych sądów.  Mieszka tu i pracuje królowa Beatrix, urzędują też tu wszystkie ambasady i najważniejsze instytucje państwowe. Amsterdam pozostaje stolicą tylko z mocy konstytucji – muszę przyznać, że rozwiązanie ciekawe.

Haga jest znana także z powodu istniejącego tu od  1945 roku ICJ (International Court of Justice – Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, organ ONZ), od połowy lat ’90 ICTY (International Criminal Tribunal for former Yugoslavia – Trybunał Karny dla byłej Jugosławii), od 2002 roku ICC (International Criminal Court – Międzynarodowy Trybunał Karny) i jeszcze ze 150 innych istotnych, bardziej lub mniej, organizacji międzynarodowych.

ICJ nie zwiedzaliśmy, a szkoda. Będzie otwarty od czerwca, więc może wybiorę się tam na własną rękę. Mieści się on w wypasionym Pałacu Sprawiedliwości (patrz zdjęcia niżej) w dzielnicy, w której mają się wkrótce znajdować wszystkie oenzetowskie organizacje (centralizacja).

ICTY jest o rzut suchym beretem dalej. Ze względu na tymczasowy charakter i ograniczoną jurysdykcję, jego siedziba nie imponuje, znajduje się on bowiem w przebudowanym budynku banku. Główna sala zdecydowanie lepiej wygląda w telewizji niż na żywo. Sam sąd zostanie w połowie przyszłego roku przekształcony w inną instytucję, mającą na celu dokończenie rozpoczętych spraw, zajmowanie się apelacjami, odwołaniami i zwolnieniami – ogólnie rzecz biorąc, prace porządkowe. Zatrudnienie też zostanie obcięte – z siedmiuset do około stu osób. Przez ICTY przewinęło się w ciągu tych 20 lat (zaczęli pracę w 1993 roku) stu sześćdziesięciu jeden oskarżonych, ostatnich złapano w zeszłym roku. ICTY było pierwszym międzynarodowym trybunałem karnym od czasów Norymbergi i położył podwaliny pod obecny system międzynarodowego prawa karnego.

ICC również musiał być założony w miarę szybko (nie wszystkim państwom podobało się jego założenie – szczególnie Rosji, Chinom i USA, które nie podpisały Traktatu Rzymskiego, ustanawiającego jego istnienie), więc mając w planach utworzenie w przyszłości znaczącej siedziby, tymczasowo ulokowano go w…przebudowanym wielopoziomowym garaży. Z zewnątrz tego nie widać, ale w środku owszem – niskie stropy, klaustrofobiczne przestrzenie i raczej surowe wnętrza. Za to tytaniczna praca, którą się tam zajmują – to już inna bajka.

Sama Haga to bardzo przyjemne miasto, zwłaszcza jak skręciło się w boczną uliczkę. Nie ma tu tylu atrakcji, co w Amsterdamie – ale przez to jest chyba spokojniej. No i mają tu słynne kąpielisko Scheveningen, które stało się inspiracją dla niejakiego Mesdaga do namalowania słynnej Panoramy, przedstawiającej Scheveningen w 1880 roku. Mesdag, razem z żoną i pięcioma innymi malarzami stworzył to niezwykłe dzieło w cztery tygodnie. Jego renowację rozpoczęto w latach ’90 ubiegłego wieku i zakończono…dziesięć lat później. Przypomina mi się „Vinci” Machulskiego. Kto widział – polecam 😉

Z innych informacji – w zeszłym tygodniu mieliśmy przez trzy dni gościnne wykłady z profesorem Fryderykiem Zollem z UJ. Jest on jednym z autorów DCFR (Draft Common Framework of Reference, czyli mówiąc krótko – akademickiego, międzynarodowego projektu europejskiego kodeksu cywilnego) i też na ten temat dawał wykład. Mówił z wyraźnym akcentem i zamkniętymi oczami (może miał na powiekach wytatuowane ściągi?), ale imponował wiedzą z prawa porównawczego i niesamowitej pamięci. Prowadził dość aktywny wykład, pełen anegdotek, choć dość chaotyczny. Mimo to, byłem z niego bardzo zadowolony – zwłaszcza, że to właśnie krakowski profesor prowadził zajęcia z tak ważnego dokumentu jak DCFR. Promowanie Polski z innego punktu widzenia niż „w miarę okej” ekonomii i taniej siły roboczej zawsze mi się będzie podobało, mniemam.

No i oczywiście – zdjęcia

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s