A’damu zwiedzanie po drugi (plus zdjęcia!)

Ostatnie parę dni były dla mnie dość…zajęte, że tak powiem. Musiałem skończyć jedną z moich prac zaliczeniowych, poza tym mieliśmy po sześć godzin zajęć dziennie (nie wiem czy wspominałem, ale nasz plan w tym semestrze jest dość nieregularny), co dość znacząco ograniczyło mój sen. Mimo to, kiedy znajomi powiedzieli że jadą na całą sobotę do Amsterdamu, zgłosiłem się, spontanicznie, od razu. Już raz tam byłem, w lutym (fotki w jednym z wcześniejszych postów), ale stwierdziłem, że warto jeszcze raz się przejść po stolicy Holandii, tym razem w dodatniej temperaturze.

Za drugim razem miasto spodobało mi się znacznie bardziej. Samochodem z Antwerpii pojechaliśmy na Park&Ride, jakieś 20 minut pociągiem od centrum. Tam zostawiliśmy samochód i w zamian dostaliśmy bilety powrotne na metro. Dobry układ, wg mnie.

Po przyjeździe do centrum zaczęliśmy szaleć. Pogoda nam sprzyjała – jak na tutejsze warunki, tzn. padało na tyle słabo, że nie musieliśmy przerywać wycieczki (W momencie kiedy piszę te słowa, w Antwerpii, za oknem wali grad. Co do kroćset?). Nie weszliśmy do żadnego muzeum (ceny od 15 do 20 euro i brak zniżek studenckich nas skutecznie odstraszyły), ale za to napatrzyliśmy się na zabytki, architekturę i ogólnie chłonęliśmy atmosferę miasta. Nasza trójka (tj. ja i dwóch Polaków – D. i J.) była już w A’damie wcześniej (ja raz, oni – po dwa), ale teraz mieliśmy możliwość pozwiedzania wszystkiego na spokojnie. W ten sposób zamiast zwiedzenia browaru Heinekena zdecydowaliśmy się na spróbowanie ichniego trunku (który jest zwykłym, choć dość smacznym, lagerem) a zamiast wejścia do Muzeum Królewskiego zdecydowaliśmy się na spacer po Vandelparku (bardzo duży, piękny i zadbany park, ciągnący się od centrum miasta aż po spory kawałek w stronę jego obrzeży).

Amsterdam jest znacznie większy od Antwerpii (przynajmniej takie wrażenie sprawia) i bardziej wielokulturowy (to już zgodzę się poddać pod ewentualną dyskusję). Może to kwestia poruszania się tylko po ścisłym centrum, które w czasie ładnej pogody z definicji zmienia się w turystyczną mekkę, ale przez cały dzień nie słyszałem niderlandzkiego. Udało mi się uciąć krótką rozmowę z właścicielką antykwariatu (Jezu! Ile oni tam mają pięknych antykwariatów z jeszcze piękniejszymi książkami! Matko, przewodniki po Londynie z 1890 roku!) po ichniemu, ale poza tym – English, English, English! Chciałem zamówić w barze piwo po ichniemu, ale barmanka to kompletnie zignorowała i przeszła na angielski. Z drugiej strony – weekend, ładna pogoda….szczerze mówiąc, nie było momentami gdzie szpilki wcisnąć.

Ogólnie wycieczkę oceniam bardzo dobrze. Potrzebowałem takiej chwili oddechu, bo zaraz wracam do nauki, niestety. Zostały mi trzy prace zaliczeniowe, same się nie napiszą (wiem, sprawdzałem).

No i oczywiście: zdjęcia!

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s