Powrót na łono…obczyzny.

Jak w temacie, koniec przerwy wielkanocnej. Objadłem się jajkami, wszelkiego rodzaju mięsiwem, normalnym chlebem po uszy, teraz czas wrócić do frytek i piwa. Hmm, ma to swoje plusy właściwie…

Podróż w obie strony była bezproblemowa. Pociągi belgijskie i holenderskie są bardzo czyste i szybkie, jednak są czasami na bakier z rozkładem. Na szczęście ja żadnych przygód nie miałem. Rozbawił mnie fakt, że pociąg międzynarodowy jest w ogłaszany w czterech językach, wszystkie komunikaty w trakcie jazdy również. Miałem wrażenie, że zanim przeczytają komunikat specjalny dla pasażerów jadących do Ghentu, zdążymy dojechać do Brukseli.

Miałem też przyjemność z korzystania z terminalu T2 na gdańskim lotnisku. Czysty, fajny, parę ciekawych rozwiązań technicznych i architektonicznych, ale widać momentami, że budowano w pośpiechu – niektóre elementy wykończenia się nie trzymają jeszcze dobrze. No, ale jak budowano Galerię Bałtycką we Wrzeszczu, to też różne cuda się zdarzały – ruchome kafelki, kable na wierzchu…będzie dobrze 😉

Antwerpia się dużo nie zmieniła, poza tym że na Astridplein postawili kilkunastometrowej średnicy diabelski młyn. Jeszcze nie wiem dlaczego.

Poza tym, dostałem upomnienie od lokalnego urzędu skarbowego o zapłacenie zaległego podatku. Cholera, dopiero rozliczyłem się z polskim fiskusem! Jutro na uniwerku postaram się dowiedzieć o co chodzi, bo żadnych opłat nie powinienem mieć. Mam już ubezpieczenie zdrowotne i NNW, zapłaciłem podatki w Polsce, za mieszkanie tutaj też (jest w czynszu), zarejestrowałem się w mieście, tutaj nie pracuję, tylko studiuję, i w dodatku tylko na rok i za pieniądze unijne, gdzie są pokryte wszystkie opłaty (czesne itp.) jakie mogą istnieć. Niech się ode mnie odwalą!

W domu na razie spotkałem braci A. i I., reszta pewnie zjawi się na dniach. W kuchni ten sam syf co przed wyjazdem, choć przybyło parę kartek w okolicach zlewu, będących głównie wzajemnymi oskarżeniami nt. mycia naczyń. No i zapomniałem już, że pakując się przed wyjazdem zrobiłem taki bałagan w pokoju. Huh.

Ilość materiałów i pracy mnie przygniata już teraz. Do rozpoczęcia sesji zostało półtora miesiąca. Obawiam się, że skończyło się rumakowanie i trzeba się wziąć na poważnie do pracy – deadline’y się zbliżają.

Do następnego, a ja idę szukać chleba na śniadanie 😉

***Update: znalazłem kolegę W., który akurat wybierał się do cholernie drogiej, ale czynnej w niedzielę, piekarni. Już jestem po śniadaniu 😉

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s