O wycieczkach, parę zdjęć, a także garść marudzenia o stosunkach belgijsko-belgijskich.

Nadszedł czas pakowania, jutro samolot do Polski. Najpierw dwie godziny w pociągu i następne pół godziny w autobusie, żeby w ogóle na lotnisko dotrzeć, ale i tak lepiej to niż w grudniu. I żadne strajki się nie szykują, więc też przygód nie będzie.

Mam najlepszą landlady na świecie – zaoferowała się z pożyczeniem wagi (do pakowania), wpadnie wieczorem. Oszczędziło mi to wybierania z dwojga złego tj. pakowania się na oko lub łażenie po sąsiadach („Dzień dobry, jestem polskim imigrantem, z tego domu studenckiego obok, gdzie pijani mieszkańcy łażą po państwa dachu i robią imprezy grillowe imprezy w ogródku w poniedziałek, spraszając mnóstwo Niemców-weterynarzy. Mogę pożyczyć wagę łazienkową?”)

Wczoraj korzystając z zaproszenia koleżanki F. z Mechelen pojechałem do jej miasta pozwiedzać okolicę. Mechelen to miejscowość w połowie drogi między Antwerpią, Brukselą i Leuven, ma także bardzo dobre połączenie z Ghent.  Nic dziwnego, że prężnie się rozwija. Oddzielono część starówkową od części przemysłowo-użytkowej, więc turyści i wszelkie miejskie imprezy nie przeszkadzają mieszkańcom skupionych na swoich interesach.

Na powyższych fotkach można cieszyć oczy zabytkami, jakie oferuje Mechelen. Na uwagę zasługuje przede wszystkim piękna katedra św. Rombouta z prawie stumetrową wieżą (96 m, początkowo miała mierzyć 167 m), w której mieści się największy carillion w Belgii. Ostatnia fotka przedstawia siedzibę Vlaams Belang (dawniej Vlaams Blok) – ultraprawicowej partii flamandzkiej, która regularnie wygrywa tu wybory i ma w programie wyborczym odłączenie Flandrii od Walloni. Ogólnie, nerwowe chłopaki.

Skoro już napisałem o Vlaams Belang, to od razu też poruszę temat relacji wewnątrzbelgijskich, które mnie zwyczajnie fascynują. Flamandczycy (niektórzy) chcą odłączyć Flandrię od Walonii, bo uważają Walonów za „darmozjadów, korzystających z systemu, nie integrujących się z Flandrią, nie uczących się innych języków niż francuski, żyjących z podatków z północy”, natomiast Walończycy uważają mieszkańców Flandrii „za obłąkanych rasistów i nuworyszów z manią wielkości”. Natomiast gdy spytamy się przeciętnego Belga, czy głosowałby za włączeniem Flandrii do Niderlandów albo Walonii do Francji, usłyszelibyśmy wzburzone: „Nigdy! Przecież jesteśmy Belgami!”. Osobiście średnio ogarniam mentalność Zachodniej Europy.

Najgorsze jest jednak to, że Antwerpia, mimo swojej wielokulturowości, nadal nie wydaje mi się otwarta. Pewne tarcia między kulturami zdarzają się zawsze, to logiczne, ale nawet Belgowie przyznają, że jest pewien problem w rasizmem w tej części Flandrii. Niektórzy z moich współlokatorów jak czasem palną coś o  tym, że do Flandrii powinno się wpuszczać tylko te osoby, które mówią płynnie po niderlandzku (i była to rozmowa w kontekście Erasmusa!) to ręce opadają. Pewne treści jakoś przesączają się i trafiają do głów młodych osób. Trochę to irytuje, kiedy siedzę najpierw w towarzystwie Erasmusów z połowy globu, uczę się o zależnościach w światowym handlu i o relacjach międzynarodowych, słyszę rozmowy po francusku, niderlandzku, angielsku, czesku, słoweńsku, polsku i fińsku, tworzące mozaikę niemożliwą do zrozumienia, a potem jem obiad w towarzystwie Belgów, gdzie niemal wszyscy pochodzą z jednej miejscowości, wracają na weekend do domu i mówią mi protekcjonalnym tonem, że powinienem już dobrze mówić po ichniemu. Tak mnie to wczoraj zirytowało, że prawie przywaliłem koledze R. brudną (a jakże) patelnią w ten nażelowany czerep.

Uff, zeszło ze mnie. Jakoś to się gromadziło wcześniej, ale wczorajsza rozmowa przelała czarę. Bardzo lubię Belgię i mam wielu kolegów tutaj, ale irytuje mnie ich krótkowzroczność i bezsensowna agresja i rezerwa kierowana w stronę wszystkiego, co im obce. Rozumiem, że każdy ma jakieś osobiste preferencje i nie lubi tej czy tamtej grupy społecznej – wolny kraj, walczyliśmy o taki system długo i to jedna z jego konsekwencji. Ale kiedy słyszę że ci to złodzieje, tamci – brudasy, jeszcze inni – nie wiadomo co jeszcze gorszego, to zwyczajnie żyć się odechciewa. Zajeżdża mi czasem polskim politycznym forum internetowym, gdzie wszystko jest źle i każdy hejter musi się wypowiedzieć, bo go rozniesie od środka.

Słodka ironio, chyba stałem się polsko-belgijskim hejterem społecznym.

Kończę temat i idę się pakować. Do zobaczenia jutro w kraju!

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s