O wiośnie, jedności jaźni, przezwiskach i wiertarkach udarowych.

Do Antwerpii zawitała wiosna, do tego pełną parą. W nocy i nad ranem jest chłodno, ale jak słonko przygrzeje, to na wszelkie place i trawniki wylegają ludzie z kocami, piwem i frytkami (a jak!) i chłoną darmową witaminę D. Trzeba trochę jej nabrać po zimie. „W marcu jak w garcu” nabiera nowego znaczenia. Ja sam zaraz wylegam do pobliskiego parku z książką – trzeba się nacieszyć weekendem.

W czasie zajęć z External Relations nasza pięcioosobowa, wielonarodowa grupa zajęciowa dokonała cudu i w jakiś magiczny sposób połączyliśmy nasze mózgi w jedną jaźń, znającą odpowiedź na wszystkie pytania wykładowcy. No dobra, wyłożyliśmy się na jednym, ale to zagadnienie dotyczyło regulacji unijnej, której wstępny projekt się pojawił dwa dni temu – aż tak aktualni nie byliśmy, zwłaszcza że większość case’ów z naszego tematu (Trade-defence measures in the EU legal order) datuje się na lata ’80 i ’90, z niewielkimi uaktualnieniami w ostatnich latach, głównie poprzez rozporządzenia. W każdym razie, odpowiadaliśmy śpiewająco. Miła odmiana, nie będę ukrywał, cały czas rozpamiętuję moje genialne wypowiedzi z Law and Globalisation, składające się głównie ze zwrotów „yyyyyy”, „eeeeeee” i „Dworkin”.

Dowiedziałem się, że moi belgijscy współlokatorzy (a przynajmniej część) wymyśliła dla mnie ksywkę. Ze względu na dość nerwowy temperament zyskałem miano „heethoofd”, czyli dosłownie – gorąca głowa. O ile jestem w stanie zrozumieć, że moje groźby w celu wyegzekwowania od innych osób obowiązku mycia po sobie naczyń to trochę za dużo…no właściwie, to chyba główny powód moich nerwów w tym domu…to jednak jeśli kończę pisać projekt i chcę iść spać (o 3.30 nad ranem), a tu nagle słyszę (bo trudno inaczej), że dwaj Belgowie, wróciwszy z imprezy, postanowili przetestować w kuchni „znalezioną na imprezie” WIERTARKĘ UDAROWĄ… Nie będę ukrywał – sądzę, że moje niezwykle barwne epitety dotyczące powyrywania obu Belgom pewnych części ciała i wsadzenie ich, razem z przedmiotową wiertarką, w pewne naturalne otwory znajdujące się w ciele ludzkim, są w pełni uzasadnione.

Za tydzień zjeżdżam do kraju i nie będę ukrywał, nie mogę się doczekać. Stęskniłem się jednak za rodzinnymi stronami. A przeglądanie Polski na GoogleMaps to nie to samo.

No nic, czas na słońce!

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

5 comments on “O wiośnie, jedności jaźni, przezwiskach i wiertarkach udarowych.

  1. tata kochany za ktorym tesknisz jakniewiemco pisze:

    Za rodzina tylko za rodzina przeciez sie steskniles…!!

  2. mrliptontea pisze:

    a propos google maps to mamy już street view w Trójmieście 😉
    a co do wiertarki: http://www.youtube.com/watch?v=b5FKnK7TaUc

  3. mrliptontea pisze:

    a propos google maps to mamy już działające street view w Trójmieście 😉
    a co do wiercenia http://www.youtube.com/watch?v=b5FKnK7TaUc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s