O wycieczkach krajoznawczych, imprezach kuchennych i ciastach.

Nadszedł upragniony weekend. Wycieczka do Oostende nie wypaliła, ale byłem zdeterminowany, żeby coś zrobić na świeżym powietrzu. Trzy dominujące pomysły to wypad do Brugges (1,5 h pociągiem w jedną stronę), zwiedzanie (dogłębne) Antwerpii na rowerze lub, na tym samym rowerze, wypad za miasto. Ponieważ Brugia, z tego co słyszałem, zasługuje na więcej niż samotną, krótką wycieczkę, a Antwerpia trochę mi się przejadła, zwyciężyła opcja trzecia. Zrobiłem (zliczane z mapy) jakieś trzydzieści kilometrów, w najróżniejszej okolicy – od ścieżek w lesie przy obwodnicy, przez urocze przedmieścia i zamiejskie, willowe enklawy, aż do terenów portowych. Drugie śniadanie zjadłem przy śluzie i w ogóle sporą część dnia spędziłem jadąc wzdłuż kanału bądź orientując się na niego. Doceniłem też fakt, że wieże kościołów i ogólnie, wysokie budynki, pozwalają bardzo łatwo nawigować w otwartym terenie.

W czwartek większość Belgów z biologii kończy zajęcia na dany tydzień. Robią dzięki temu zazwyczaj imprezę/popijawę, bo na weekend chcą wrócić do domu. Impreza odbywa się, logiczne, najczęściej w kuchni. Czyli pod moim pokojem. Zawsze kiedy schodzę wściekły, bo mam dosyć basów, przez które chodzi mi biurko, wszyscy witają mnie gromkimi okrzykami i dają piwo, żebym nie marudził. Oczywiście, odmawiam i kategorycznie żądam ściszenia muzyki…cztery godziny później. Jestem mało asertywny.

Na jutro umówiłem się z dwoma polskimi współlokatorami i dwiema niemieckimi współlokatorkami na wspólny obiad. Nasz wkład w organizację to wino i deser. Nasz deser występuje w uwielbionej przez jedną z koleżanek zza Odry (hmmm…Renu?) formie, to jest cieście według przepisu mojej siostry. Jest to rodzaj sernika i absolutnie rządzi. Nigdy wcześniej go nie robiłem, więc efekt końcowy nie prześcignie oryginału, tym bardziej że nie mamy miksera w domu, użyliśmy innego serka niż zazwyczaj, D. przez przypadek dodał kostkę masła solonego zamiast zwykłego a do tematu proporcji podchodziliśmy, delikatnie mówiąc, na oko. Jutro będzie wesoło. Niemki urządzą nam taki blitzkrieg, że się nie pozbieram do sesji.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s