O nieścisłościach kulinarno-językowych między gdańszczanami a krakowianami.

Pisałem wcześniej, że różnice językowe między poszczególnymi częściami Belgii są zatrważające i uniemożliwiające czasami konwersację, zwłaszcza kiedy zaczynają mówić dialektem albo slangiem, o zgrozo. Intrygowało mnie, że 23 miliony ludzi (16 mln w Holandii i 6 mln we Flandrii) nie potrafią się dogadać czasami we własnym języku, podczas gdy 38 mln Polaków w kraju i następne 5-20 mln na emigracji (różne szacunki) problemu z tym nie ma. Oczywiście, tak jak my mamy poprawny literacki polski tak i oni mają poprawny niderlandzki, jednak Flandria, ze względów historycznych, używa własnego Vlaams, odmiennego od języka używanego przez polityków, literatów i wschodnich sąsiadów.

Dzisiaj zmieniłem nieco swoje poglądy kulinarno-językowe. Od tygodnia proponowałem dwu polskim współlokatorom wspólne zrobienie sznycli ziemniaczanych (kto robił ten wie, są pyszne, ale to w cholerę roboty, a robota jest jak niedola, miło się ją dzieli). Dzisiaj sobota, dużo czasu, decydujemy się wziąć do pracy. Podchodzi do mnie D. po śniadaniu i pyta, jakie mięso kupić. I tutaj wyszedł kot z worka: język polski, tak spójny w codziennych rozmowach, rozdziela się na setki ścieżek przy kwestiach kulinarnych. Powstał spór, kto jak rozumie terminy „kotlet”, „schab”, „sznycel” i „placek”, bo przy tych słowach były największe rozbieżności. Szczerze mówiąc, pogubiłem się, czy różnice językowe wynikają z mieszkania w różnych regionach czy też to raczej kwestie jak się różne dania nazywa w danej rodzinie (różne są naleciałości). K. argumentował, że kotlet mielony nie może być tak nazywany, bo nie ma kształtu kotleta. No i zgłupiałem, przyznam. Sam nazywam kotlety z piersi kurczaka – schabowymi, sam nie wiem dlaczego, jakoś się tak utarło i jak jestem z rodziną/znajomymi, to wszyscy wiedzą o co chodzi.

To może jednak ten nasz język polski jest bardziej zróżnicowany, tylko tego nie zauważamy?

Tylko czemu musiałem to zauważyć dopiero w Antwerpii? 😉

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

7 comments on “O nieścisłościach kulinarno-językowych między gdańszczanami a krakowianami.

  1. Podobną miałem dyskusję z E. na temat placków. U mnie w rodzinie robi się m.in. „placek z jabłkami/wiśniami/truskawkami/…”. Dla E. to po prostu „ciasto”, bo placek to przecież tylko placek – bezkształtna masa czegoś na w miarę płaskiej powierzchni, czyli np. placek ziemniaczany lub krowi placek, więc nie można tak określić ciasta upieczonego w formie. Z kolei dla mnie „ciasto z owocami” jest bardzo ogólne, a kiedy słyszę „placek” od razu wizualizuję sobie to konkretne ciasto, upieczone w blasze.

    Tymczasem przekopując internet możemy się natknąć na wszystkie możliwe określenia, każde można potraktować jako poprawne.

    Chyba można przyznać, że to nie naleciałości regionalne, bo te raczej zwykle dotyczą specyficznej nazwy dla czegoś, co ma ogólnie przyjętą inną nazwę (np. poznańskie ślepe ryby z myrdyrdą – zupa ziemniaczana), a raczej umowne nazewnictwo wyniesione z domu i innych źródeł odpowiedzialnych za naszą znajomość kuchni.

  2. Zuzia W. pisze:

    Mmm, schabowe z kurczaka…

    • dychu pisze:

      @Zuzia: Ty też żeś emigrantka, przyznaj, że tęsknisz za kuchnią europejską w ogólności 😉

      @Gż: po tym jak się dowiedziałem, co to szneka z glancem, to ja wszelką gwarę, łącznie z myrdyrdą, akceptuję bez mrugnięcia okiem.

      A tak w ogóle, to Ayman zajrzał mi przez ramię podczas gotowania, spytał co to, a po tłumaczeniu skomentował: Czyli smażycie puree?

      No i wieść gminna niesie, że w Austrii i niektórych kantonach szwajcarskich mają podobne danie. Trzeba zrobić mały riserdż i się dowiedzieć, kto od nas zgapia 😉

      • Zuzia W. pisze:

        Przyznaję, i to bez bicia ;p Tak a propos, zaraz idę spotkać się z tutejszymi Polakami–będziemy robić faworki 😀

  3. Sara pisze:

    Ty dewiancie, jak mozna nazywać schabowymi kotlety z piersi kurczaka.

  4. Rylisa pisze:

    dychu… a pisząc „sznycle ziemniaczane”, to masz na myśli krokiety, czy placki ziemniaczane?? 😛

    • dychu pisze:

      I widzisz, właśnie o tym pisałem ;-P

      na pewno nie placki, bo placki się robi z surowych ziemniaków. Krokiety też nie, bo to sugeruje, że coś tam jeszcze się w środku czai 😉 to są „sznycle” mimo iż chłopaki z Krakowa ciągle się ze mnie śmieją, że w Gdańsku mamy wegetariańskie sznycle 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s