O wybrzeżu holenderskim, Leuven, Antwerpii, Brukseli i Krakowie.

Dawno nie było update’u, ale już mi się tu wszystko ustabilizowało, wręcz aż za bardzo. Mam czas nareszcie sporządzić notkę.

Na początku lutego byłem w Amsterdamie. Miasto zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie, mimo iż nie odwiedziłem żadnego coffee shopu ani nie piłem absyntu. No ale cóż, nie biegałem też w chodakach dookoła wiatraka z kapeluszem w kształcie holenderskiego sera, a jakoś nie cierpię z tego powodu. Miasto byłoby znacznie bardziej urokliwe, gdyby nie te tłumy i korki – stolica prężnego kraju, która jest zarazem atrakcją turystyczną to kiepskie połączenie. Ale kanały, place i śliczne (bo inaczej się ich nazwać nie da) brukowane uliczki wywołały pozytywne wrażenie.

Po powrocie z Amsterdamu odwiedzili mnie znajomi z Polski, Gż i Sz. Przez tydzień gnieździliśmy się na moich dziesięciu metrach kwadratowych i fakt, że się nie pozabijaliśmy, uważam za co najmniej godny zauważenia. Zwiedziliśmy razem Antwerpię, Brukselę i Leuven, nie mówiąc o kulinarnych ekspedycjach w świat frytek, piwa i czekolady (hurra! stereotypy!).  Tydzień zleciał bardzo szybko i muszę przyznać, że mnie rozczulił nostalgicznie za ojczyzną.

W domu zamieszkali dwaj Polacy, więc zawsze jest do kogoś gębę otworzyć we własnym języku. Bardzo lubię rozmawiać po angielsku, ale jest to czasami irytujące. No i z Polakami łatwiej odnaleźć wspólny język (poza warstwą lingwistyczną). Dwadzieścia lat mieszkania w jednym kraju daje parę wspólnych tematów do rozmowy. Są to krakowianie, więc różnice wychodzą na jaw dopiero gdy „idą na pole” albo chcą się napić „tatanki”.

Semestr się zaczął, czas wracać do pracy. Przedmioty wydają się nudniejsze niż w pierwszy semestrze, ale nie ostateczną ocenę sporządzę później – w końcu to dopiero pierwszy tydzień.

Wczoraj wyciągnięto mnie też na jednodniową wycieczkę samochodową do Holandii. Jezu, jak mi brakowało morza!  Pierwszy raz widziałem Morze Północne. Cóż za żywioł! No i odkryłem parę zalet zwiedzania samochodem. Zawsze to nowe doświadczenie. Jak byłem na początku liceum, cały czas mnie ciągnęło gdzieś na zewnątrz, w podróż, byle gdzie. Chciałem, mam. Zbieram wspomnienia na starość 😉

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

3 comments on “O wybrzeżu holenderskim, Leuven, Antwerpii, Brukseli i Krakowie.

  1. Jusia pisze:

    Kubik, a co to „tatanka”?
    Ja też tęsknię za morzem. Stwierdzam, że jest to jednak pewien atawizm. Nie do przewalczenia!

    • dychu pisze:

      Też nie wiedziałem. Okazało się, że to po naszemu szarlotka, ale nie wypiek, tylko żubrówka z sokiem jabłkowym i szczyptą cynamonu 😉
      Pamiętasz, jak siedzieliśmy na brzegu Wisły w lato 2009 i mówiłaś, że miasto musi mieć dostęp do wody (w sensie rzekę, potok, zalew, morze)? Tak mi się to przypomniało, jak poszedłem ostatnio na spacer na nabrzeże Schelde, tu, w Antwerpii 😉

  2. Jusia pisze:

    Mniam, acz bez tego cynamonu 😉
    Pewnie, że pamiętam. Mam nadzieję, że gdy usiądziemy następnym razem, Wisełka będzie już trochę czystsza…
    A propos morza, to jadę właśnie na weekend pooddychać jodem. Uściski!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s