Bundesverfassungsgericht, laser tag i ten pozytywny kawałek z bananami

Sorry za rzadkie notki, ale sesja już mi się skończyła (wiem, że mnie nienawidzicie, współlokatorzy również – mają sesję do 3 lutego) i mogę podsumować, co się działo przez ostatnie tygodnie. Poza radosnym wkuwaniem prawa europejskiego oczywiście.

Zaczynając od najważniejszej informacji: egzaminy zakończone, jeden egzamin oblany, więc znośnie. Poprawka będzie w sierpniu lub wrześniu, ale są na tyle mili że mogę pisać to na swoim uniwersytecie, z asystą wykładowcy lub koordynatora, który potem zeskanuje egzamin i wyśle im e-mailem. Wow, nowe technologie na uniwersytecie? Niemożliwe.

Oblałem Institutional Law of the European Union, co jest o tyle zabawne, że to był chyba najprostszy przedmiot, za to z najtrudniejszym egzaminem. Nie znoszę takiej kombinacji. Ale wystarczy wkuwać traktaty, podręcznik i męczyć reader i będzie z głowy. Teraz tylko skupić się na przedmiotach letnich, bo ja fizycznie nie przeżyję pięciu poprawek w kraju i więcej niż jednego zaległego z Erasmusa.

A tak w ogóle, to notka is not related, to po prostu moja notka z kalendarza w komórce, która służy za świetny przykład, że nawet krótkie notatki powinny być czytelne, bo po kilku dniach, albo i godzinach, przestają mieć jakikolwiek sens. Ta miała mi przypomnieć o tym, żebym znalazł dla kolegi pewien case w orzecznictwie ETSu, który rozważał nielegalność ustawy zabraniającej laser tag (czyli tego elektronicznego paintballa) jako godzącego w godność ludzką (zabawa w zabijanie) i zgodności tego z prawem UE (dla ciekawskich: sprawa C-36/02 Omega). A żeby zrozumieć drugie, to trzeba zobaczyć „Ik neem je mee” Gers Pardoel & Monique Smit, ostatnio bardzo popularna piosenka. Pozytywna jak diabli. Niestety, nie mogę znaleźć wideoklipu w necie, ale szukajcie dalej sami 😉

Dostałem kilka tygodni temu list od miasta Antwerpii, w którym zachęcali mnie, jako nowoprzybyłego do Flandrii (ale mają refleks) do uczestnictwa w kursach przygotowawczych (Inburgering), gdzie mam szansę poznać język, kulturę oraz prawo i zwyczaje Flandrii. Zajarany tą wizją darmowej edukacji pojechałem do Hoboken, gdzie mają siedzibę. Szybko się okazało że moja obecność tam to strata czasu. Mówię teraz bieglej po niderlandzku niż ludzie po kursach, z kulturą flandryjską i zwyczajami integruję się aktywnie od pół roku na własną rękę, a że prawo studiuję to i to ostatnie odpadło…Powinni udzielać dokładniejszych informacji, niepotrzebnie się cieszyłęm.

Przedwczoraj mieliśmy oficjalne ogłoszenie wyników. To najbardziej stresujące doświadczenie w moim życiu. Wyczytywane były tylko te osoby, które wszystko zdały (łącznie jakieś 10-12 osób na 48 ogólnie). Byliśmy więc przez kilka-kilkanaście minut zawieszeni w próżni, kiedy wiedzieliśmy że daliśmy ciała, ale nie wiedzieliśmy jak bardzo. Dopiero po wręczeniu poszczególnych wyników ludzie się uspokajali – świadomość, że się oblało jeden, dwa czy nawet trzy egzaminy nie była taka zła, jak niepewność i oczekiwanie na złe wiadomości. No ale to pewnie tylko moja opinia.

Po wynikach uznano wspólnie, że trzeba iść na imprezę. Udało się mnie namówić, mimo iż do imprez w centrum jestem nastawiony średniopozytywnie (muszę zmyć się koło północy albo wracać pierwszym busem o piątej rano – obie opcje średnio kuszące), tym razem mnie namówiono. Impreza była huczna, hojna i szczodra, czy jakich tam epickich i sytych określeń użyjesz. Po drodze jakiś pijany Belg chciał się z nami bić (stwierdzam, że był pijany, skoro skakał z pięściami do dwudziestu chłopa) i koniec końców wylądował na komisariacie (dziękuję barmanom z Cafe Barbier za telefon na policję). Spotkaliśmy też przerażonego, zagubionego belgijskiego Azjatę, który szukał Cafe de Prof, popularnego pubu studenckiego. Było to co najmniej dziwne spotkanie, zwłaszcza że koleś nie mówił w żadnym nam znanym języku (a było nas pięcioro z czterech różnych krajów). No i niezapomniana próba napadu. Znaczy, tak sądzę, że to była próba napadu. Ciężko jest określić, bo grupa która się do nas zbliżała z niecnymi zamiarami odstąpiła, gdy zobaczyli Coeniego. Coenie to chłopak z RPA, który ma 2,06 m wzrostu. Lubię z nim wracać z imprezy, dodaje to pewności siebie. W dodatku niedawno nauczył się mówić „Masz jakiś problem?” po polsku, przez co zyskał dwieście punktów do zastraszania.

Tyle na dzisiaj, do następnego. Ja wracam do nauki niderlandzkiego – kiedyś trzeba się go nauczyć.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s