O egzaminach, wyjazdach i Polakach.

Dawno uploadu nie było, bo nie wiem jak Wam, ale mi się sesja zaczęła. Zaraz po powrocie (który był szczęśliwy i bezpieczny, dziękuję bardzo) miałem trzy egzaminy , od poniedziałku do czwartku. Istny maraton.

Advanced International Law było w porządku (Ecocide as an international crime recognised by ICC statute), choć spaprałem jeden z argumentów. Mam nadzieję, że mnie to nie pogrąży. Constitutionalism wzbudził grozę (pierwszy raz miałem do czynienia z teorią i filozofią prawa, po angielsku, w dodatku w wydaniu amerykańskim), ale i tak wymiękł przy Economic Law. Po tym egzaminie byłem fizycznie zmęczony. Jakoś się przyzwyczaiłem do tradycyjnych egzaminów, gdzie jest proste „wiem albo nie wiem” (dla jasności – z alternatywą rozłączną). I albo piszę jak wariat, próbując złapać ulotną myśl, albo siedzę jak debil, mając nadzieję na nieoczekiwany zwrot akcji albo epifanię w postaci odpowiedniego cytatu z Konstytucji lub podręcznikowej definicji przestępstwa skarbowego. Tutaj, tj. w Antwerpii, pewnie ze względu na specyficzny charakter naszych studiów (kilkanaście nacji, z różnych części świata, często z różnymi podstawami i wykształceniem, nie mówiąc już o paru osobach z innych systemów prawnych, które pierwszy raz w życiu Europę na oczy widzą i ledwo ogarniają o co cho) egzaminy są raczej problemowe, tzn. częściej oparte na rozkminie danego zagadnienia czy kazusu, nierzadko połączone z potrzebą podparcia tego źródłami.

Czy to lepszy czy gorszy system niż nasz? Nie wiem. Nasz system jest krytykowany za bezczelną pamięciówę, która nikomu do niczego potrzebna nie jest. Kiedyś się z tym nie zgadzałem, ale obecnie jestem w niewielkiej konfuzji, bo na drugim roku będąc, tłumaczyłem koleżance z grupy, przed kolokwium z prawa cywilnego, co to jest corpus i animus, dlaczego są takie ważne i ogólnie skąd się wzięły. Nb, dziewczyna zdała parę miesięcy wcześniej prawo rzymskie. Na czwórkę. Nie ogarniam tego.

Z kolei system tzw. zachodni zmusza do myślenia i wyklucza tępych kujonów (za co jestem wdzięczny – na cholerę komu imponujący, ale kompletnie zbędny talent recytowania kodeksu cywilnego z pamięci, jeśli nie rozumie jego treści?), jednakże ma też swoje wady, chociażby zbytnią ogólność. Ale to już zależy od wykładowcy, zagadnienia i formy egzaminu. Prawda ma to do siebie, że leży gdzieś po środku, trzeba tylko znaleźć ekstrema i gotowe.

Semestr się kończy, Greczynka D. (ta od włamania) już się z nami pożegnała i wybyła…no, do Grecji, Osman ze Sierra Leone opuści nasz kot wkrótce, na rzecz miejscówki w centrum. Na ich miejsce wjeżdża….dwóch Polaków. No i koniec monopolu na bycie jedynym Polakiem w wiosce (Little Britain pun intended).

Kolega Riek z RPA bardzo dużo podróżuje po Europie (korzysta, zbyt szybko tu nie wróci najpewniej). Ostatnio zażartowałem, że Polacy są wszędzie. Chłopak potraktował to poważnie i zaczął mi wyliczać, że od początku przyjazdu do Antwerpii zwiedził kawał Europy i zaprzyjaźnił się z wieloma Polakami. I zaczął dostrzegać Polaków – na ulicy, w autobusie, w pociągu, w samolocie…powiedział, że specjalnie nasłuchiwał na Islandii, zaciekawiony, czy tam też są Polacy. Byli, a jakże, mamy tam sporą emigrację. Riek zaczyna się nas bać. Po sesji jedzie ze znajomymi z Krakowa zwiedzić rzeczone miasto (i Warszawę po drodze). Zastanawia go, jak wygląda ten śmieszny kraj, z którego wszyscy uciekają, nawet na Antarktydę, Islandię i do Lesoto…

I tym emigracyjnym akcentem kończę i wraca do studiowania European Competition Law. Trzymajta kciuki!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s