O powrotach, kluczach, piwie, zero-days i powrotach (innych).

Powrót z Anglii był bezproblemowy, poza półgodzinną wartą na przystanku autobusowym (wspominana już wielokrotnie De Lijn i jej niesamowite rozkłady). Antwerpia przez ten tydzień dużo się nie zmieniła.

T. wpadł do mnie ostatnio i poprosił o pożyczenie kluczy od drzwi wejściowych, bo swoje zostawił w swoim rodzinnym domu w Limburgu. Obiecał oddać rano, przed zajęciami. Ponieważ z natury jestem pomocnym człowiekiem, zgodziłem się. Klucze odzyskałem oczywiście dużo później, ale się nie gniewałem, bo oprócz przyklejonych taśmą do drzwi kluczy zastałem tam także kilka puszek lokalnego piwa. Zuch chłopak.

Spotkałem się pierwszy raz z moją grupą projektową z Advanced International Law, aby podzielić się pracą i poczynić wstępne ustalenia. Mamy sporo problemu z prezentacją – z jednej strony chcemy uczynić ją jak najciekawszą, z drugiej – naszym tematem jest gwałt jako przestępstwo wojenne w świetle prawa międzynarodowego. Wszelkie obrazki odpadają.

Miałem ostatnio taki dzień dość specyficzny. Taki dzień pomiędzy: jednym deadlinem a drugim, dzień po oddaniu jednej pracy, a przed rozpoczęciem drugiej, przed zdobyciem materiałów i tak dalej, i tak dalej. Dzień bez zajęć i bez planów. Wstałem rano i poszedłem na pewne spotkanie – i była to właściwie jedyna produktywna rzecz w ciągu dnia. Reszta, że tak powiem, wyciekła mi przez palce. Kompletny spontan, kawa ze znajomą, spacer po mieście, wizyta w barze, w którym wypiłem swoje pierwsze piwo podczas pobytu w Antwerpii – do tego była ta sama kelnerka co ponad dwa miesiące temu. Rozkosznie zmarnowany dzień z miłym akcentem na koniec. Jaki potworny dysonans w porównaniu z dzisiejszym dniem 😉

Właśnie, już dwa miesiące tu jestem. Jak z bicza trzasł. Koleżanka M. ostatnio się załamała, jak sobie uświadomiła, że zaraz jest grudzień, potem sesja i wraca do Gdańska. Bidulka. Ja też, jak sobie policzę, to zbyt długo tu nie zostanę. Ze względu na moją, dość specyficzną sytuację, koniec czerwca wydaje się być aż nazbyt bliski.

Reklamy

3 comments on “O powrotach, kluczach, piwie, zero-days i powrotach (innych).

  1. A. pisze:

    Może nie znam Cię długo ale wystarczająco krótko żeby powiedzieć: dasz radę z prezentacją! Wciąż mam to w pamięci… Tak finezyjnie przedstawiałeś mi w naszej przytulnej celi ustępy z kodeksu karnego, że aż poszczególne paragrafy zlewały się w wartką spójną akcję a ja wczuwałam się w rolę bohatera opisywanych wykroczeń 😀 Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na maila, no a jak wrócisz to zjemy… frytki z majoo 🙂

    • dychu pisze:

      Ala, ćśśśś, bo wyjdzie na jaw, że siedzieliśmy razem ;-P i oczywiście, że się zobaczymy ;-P mam w ogóle sprawę, ale to mejla skrobnę przy okazji 😉

      • A. pisze:

        Dyskretnie napisałam swój więzienny alias A. żeby nie zdradzać swojego prawdziwego ja a Ty od razu mnie zdemaskowałeś przed światem przestępczym 😀 czekam na maila

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s