O lenistwie, prokrastynacją zwanym, Ostatniej Lokatorce i nauce przez osmozę, a także podsumowanie EILC.

Zaczęły się zajęcia , już na dobre. Nie chce mi się robić drugiej części alfabetu, dam go w wolnej chwili, bo teraz jestem zawalony projektami. Na razie mam trzy. Nie są one duże, ale wymagają przerobienia ogromnej ilości tekstu a ja, nad czym ubolewam, nie jestem przyzwyczajony do pracy w systemie projektowym, nie mówiąc już o samodzielnej pracy w systemie projektowym. Bleh. Od trzech dni (przyznam, z dużymi przerwami) siedzę nad orzecznictwem ECJ i wszystkimi traktatami europejskimi, nie mówiąc o podręczniku, w którym jest głównie teoria, i readerze, w którym jest właściwie wszystko, co prowadzący zamyślił, że nam się może przydać.

W piątek pomogłem znieść po schodach walizkę jakiejś nowej dziewczynie, która jak się okazało, mieszka nade mną, i to od trzech lat. Od miesiąca się mijamy na korytarzu. Dokonałem jednak pewnych obliczeń i wyszło, że poznałem ostatecznie wszystkich mieszkańców mojego domu. I zajęło mi to tylko półtora miesiąca! Normalnie nowy rekord.

W  międzyczasie ćwiczę niderlandzki – oglądam filmy po angielsku, ale z niderlandzkimi napisami. Gdy trafię na interesującą mnie frazę, zapisuję w zeszycie. Nie nauczę się w ten sposób zbyt wielu skomplikowanych form gramatycznych, ale codziennych zwrotów – jak najbardziej. Muszę tylko sprawdzać, czy nie ma tam błędów, bo napisy do filmów nie zawsze są przygotowywane przez filologów. Jak podpowiedziała mi J. z Warszawy – nauka języka przez codzienne kontakty i tzw. osmozę jest najłatwiejsza 😉 kupa w tym racji.

Chciałem także, już na spokojnie, podsumować kurs EILC, który miałem we wrześniu. Patrząc z perspektywy czasu, za dużo nadziei w niego pokładałem (zbyt wiele nadziei? za dużą nadzieję? J., pomóż!). Kurs, który miał być miesięczny, okazał się być trzytygodniowy, z czego były dwa tygodnie faktycznych zajęć, czyli – dziesięć dni kursu. Trochę to obcięte. Jak patrzę na program to też się zastanawiam, jak ja miałem to ogarnąć. Oczywiście, wiele osób dało radę – ale fakt, że połowa osób oblała nie opierał się chyba tylko na olewactwie.

Mimo to, jeśli będziecie kiedyś jechać na Erasmusa, bierzcie ten kurs. Będziecie w kraju miesiąc dłużej, a późniejsze zajęcia zabiorą Wam czas na naukę języka, zwłaszcza jeśli to język mało popularny i przydatny (jak tutaj). Zauważyłem, że w codziennym obyciu język angielski zazwyczaj wystarcza, ale dzięki kursowi i własnej determinacji, udaje mi się przeprowadzić czasem krótką konwersację czy złożyć zamówienie po ichniemu. Dialektów w tym kraju jest tyle, że z moim koślawą wymową mogę uchodzić na wieśniaka z Zachodu albo bardzo głupiego Walończyka z wadą wymowy.

 

Reklamy

One comment on “O lenistwie, prokrastynacją zwanym, Ostatniej Lokatorce i nauce przez osmozę, a także podsumowanie EILC.

  1. J. pisze:

    Dobrze, że wreszcie tu zajrzałam.
    Początkowo nie rozpoznałam się w inicjale… Ciekawe dlaczego? 😉
    Pokładałeś w nim (kursie) zbyt wielką (dużą) nadzieję lub wielkie (duże) nadzieje – tak fakultatywnie wg słownika i mnie.
    Jutro odpiszę na mejla, dziś już padam na mordkę.
    Dzięki! :*

    PS Ostatnie zdanie – zbytnie samobiczowanie się (lub kokieteria) 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s