O poprawkach i nie tylko

Dziś będzie nieco chaotycznie, bo jestem nieco zdenerwowany. Ale po kolei: oblałem jakiś tydzień temu egzamin z niderlandzkiego (okazało się, że jednak dwa tygodnie to za mało, żeby wbić mi do głowy podstawy kolejnego języka) i skontaktowałem się ze szkołą językową, która to organizuje (Linguapolis, jest to córka uniwersytetu, coś jak u nas lektoraty). Umówiłem się na egzamin, krótki, bo trzydniowy czas nauki mnie czeka, no to zakuwam. Przychodzę po weekendzie do Linguapolis, a tu zonk: bo im do szczęścia 30 euro brakuje. Jakoś zapomnieli mi powiedzieć, że kurs, materiały, nauczyciele, dostęp do e-learningu i egzamin są darmowe, ale za to poprawka już nie. A że 30 euro to połowa tego, co mi zostaje z grantu po zapłaceniu czynszu, to podziękowałem. Najśmieszniejsze jest to, że wzięcie nowego, semestralnego kursu kosztuje mnie…75 euro. Nie ogarniam.

Odbyło się wczoraj spotkanie organizacyjne naszego programu, IELSP (International and European Legal Studies Programme), wraz z prezentacją poszczególnych przedmiotów i wykładowców. Wszystkich rozbawiła mówka wykładowcy prowadzącego zajęcia z European Information and Communication Law: „Kiedy zaczynałem prowadzić ten przedmiot pięć lat temu, nie wszyscy mieli internet. Na pierwszych zajęciach spytałem, kto ma internet i nikt nie podniósł ręki. Dziś to budzi śmiech. A teraz szczerze, niech podniosą ręce ci, którzy używają regularnie Twittera (nikt nie podniósł ręki). Widzicie? Za pięć lat opowiem to jako anegdotkę”.

Problem w tym, że niemal wszystkie zajęcia brzmią interesująco. Oby się nie skończyło na brzmieniu.

A tak przy okazji: w czasie prezentacji wyświetlono pie-chart ze składem narodowościowym naszego programu. Niemal jedna czwarta to Polacy, reszta to reprezentanci pozostałych 15 krajów. Wesoło.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

2 comments on “O poprawkach i nie tylko

  1. bo Polacy są hardkorami. I są trochę jak epidemia albo rak, który małymi kroczkami, ale roznosi się po całym świecie.
    Czyli cały kurs psu w dupę (w sensie formalnym, bo co w głowie to, póki nie zapite, zostanie)?

  2. dychu pisze:

    Jest to o tyle komiczne, że naprawdę jesteśmy wszędzie. I nie umieszczę tego w notce, ale nie mamy tu najlepszej opinii. Próbowałem na początku prostować opinię o Polakach, ale już nie mam siły, bo stereotypy są silniejsze od zdrowego rozsądku, co jest właściwie mega smutne. Istnieje tu potwornie silny stereotyp Polaka-carpentera czy innego robola i jakoś ludzie nie zauważają, że np. część kadry naukowej to osoby z Polski bądź o polskich korzeniach.
    Kurs mnie wali, bo i tak mi nauczycielka powiedziała, że ten kurs to taki ni pies, ni wydra, bo jesteśmy po nim za mocni na naukę od zera, a na poziom drugi zdecydowanie za słabi. No bo co z tego, że gramatyka i teoria przerobiona, jak nie ma płynności wymowy, bo nie przerobisz tego w 10 dni (bo tyle faktycznie trwał kurs)?
    Właśnie, taka ciekawostka – kurs ma oficjalnie 60h nauki, ale wliczają w to de facto dwa dni organizacyjne (bo ogólny i grupowy, trochę to roboty, zapisy, testy wstępne itp.), dwa dni egzaminów, jeden dzień ogłaszania wyników (sic!) i jeden dzień zwiedzania miasta. Ergo, zamiast obiecywanych trzech, mamy niecałe dwa tygodnie kursu. Czytajcie wszystko, co jest napisane małym druczkiem, kurde. Ale i tak polecam, bo to ciekawe doświadczenie – sześć godzin wbijania do głowy języka obcego 😛 szybko się łapie, ale nie da się tego pogodzić z….właściwie czymkolwiek, bo człowiek po takim kursie idzie od razu spać – bo nie ogarnia, co się dzieje 😉
    Cholera, komentarz mi wyszedł dłuższy i treściwszy niż notka…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s