O belgijskich biologach, lokalnej pogodzie i dzwonkach do drzwi

Udało się! W domu zamieszkają za dwa tygodnie pierwsi Belgowie – Steven i Tomas. Wczoraj zrobiliśmy sobie wieczór zapoznawczy bo przyszli ogarniać swoje pokoje (w jednym z nich był remont). Chłopaki przyjechali na magisterkę tutaj, bo w ich mieście nie było im pasującej. Obaj studiują biologię i są naprawdę świrami w tym temacie. Wypad po piwo zajął nam circa pół godziny bo co dwa kroki zatrzymywali się nad pęknięciem w płycie chodnikowej i kontemplowali wszelkie wyłażące stamtąd rośliny, nie szczędząc komentarzy w połowie po łacinie. Mają ze sobą sterty atlasów i z otwartej specjalnie na tą okazję butelki Żubrówki najwięcej uwagi poświęcili źdźbłu trawy w środku. Genialne świry. Bardzo przyjemnie się z nimi gada. W dodatku są dość zorientowani w różnych tematach – Steven jest kumaty jeśli chodzi o geografię i historię Polski i próbował mi wyłożyć w miarę zrozumiały sposób sytuację polityczną w Belgii. Jest ona o tyle skomplikowana, że władza jest podzielona między parlamenty lokalne, których jest tu mnogo, bo są podzielone zarówno geograficznie (Flandria, Walonia, Bruksela) jak i między społeczności (Flamandczycy, Walończycy, Niemcy na wschodzie), do tego należy dodać jeszcze parlament narodowy (do którego wybiera się przedstawicieli z całego kraju), rządy towarzyszące tym wszystkim parlamentom (łącznie w kraju jest około 50 ministrów podobno), fakt że od około 500 dni nie mają rządu krajowego i udział w wyborach jest obowiązkowy pod karą grzywny. Nie no, cuda na kiju 😉

Pogoda zrobiła typowo belgijska. Leje bez przerwy i temperatura spadła. Ale trzeba przyznać, że burze to mają tutaj spektakularne, wręcz epickie (bo innych słów znaleźć nie potrafię, kiedy widzę te piękne pioruny przecinające niebo na wskroś).

Anegdotka: żeby się zarejestrować, muszę zaznaczyć swoją obecność w domu, to jest napisać swoje imię i nazwisko na dzwonku. Problem polegał na tym, że dzwonków jest dwadzieścia kilka (bo część jest przy innych drzwiach) i nie są oznaczone. Część też niezbyt dobrze działa. Metodą prób i błędów, wciskając guziki na ślepo, alarmując pół domu i powodując chaos jakich mało, udało nam się ustalić, że mój dzwonek… nie działa. Ale swoje imię i nazwisko wpisałem i tak.

Umówiłem się  Tomasem, że będzie mi pomagał z nauką flamandzkiego (bo mój niderlandzki z kursu różni się znacznie od slangu, którego używają miedzy sobą) w zamian za parę lekcji polskiego. Jestem ciekaw jak szybko się zniechęci 😉

W tle leci Bebe – „Con Mis Manos”. Przyjemne, symatyczne i hiszpańskie.

Reklamy

One comment on “O belgijskich biologach, lokalnej pogodzie i dzwonkach do drzwi

  1. Tata pisze:

    Dzwonek da sie zreperowac alejak przyjade to Tobie pomoge.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s