O podbijaniu świata, niderlandzkim Hiszpanie i gramatyce flamandzkiej

Mija czwarty dzień od lądowania, czas znowu coś skrobnąć dla potomności.

Integracja erasmusowska przebiega moim zdaniem dość spokojnie, nie licząc faktu, że ciężko jest się przejść po mieście bez spotkania kogoś z wymiany albo zakląć soczyście bez zwrócenia na siebie uwagi przynajmniej jednego Polaka sączącego piwo w okolicy. Właśnie, Polacy. Jest nas tu naprawdę od cholery. Serio. Z nacji, które zjechały na wymianę do Antwerpii naliczyłem już Turków, Włochów, Hiszpanów, Czechów, Niemców, Szwedów, Finów, jednego Ukraińca z Wrocławia, obywateli RPA (czyli co? Republikopołudniowoafrykanów?) ale zdecydowanie najwięcej jest Polaków. Podbijamy świat, zaczynając od zagranicznych uczelni.

Pierwsze tygodnie pobytu będą spokojne, bo miną na załatwianiu formalności związanych z pobytem. Trzeba się zarejestrować w ichnim Urzędzie Miasta, na uczelni, podpisać umowę wynajmu mieszkania (zrobione), wypożyczyć rower (ale do tego potrzeba student ID, którą mi wyrobią dopiero później). Na razie rozglądam się po mieście, uczę rozkładu autobusów i myślę, co ciekawego się przydarzy w ciągu najbliższego roku – a zapowiada się wiele.

Nauka flamandzkiego idzie opornie. Gramatyka jest prosta (jak to powiedziała organizatorka kursu – „Jak niemiecka, ale prostsza”). Za to wymowa jest koszmarna. Ale to już chyba tylko kwestia praktyki.

Anegdotka: łażąc wczoraj po mieście z Hiszpanami załapaliśmy się na darmową przekąskę do piwa (pasztet na chlebku i z ogórkiem, do tego oliwki i papryczki pepperoni), bo właściciel knajpy był kiedyś w Hiszpanii i niepomiernie się ucieszył, że może z nimi pogadać w języku, który tak bardzo lubi. Mnie z kolei zagadał siedzący obok Duńczyk, bo usłyszał mnie mówiącego po szwedzku i myślał, że jestem ze Skandynawii…takie rzeczy tylko z Erasmusami 😉

Mieszkanie poza miastem ma swoje plusy (cisza, spokój, możliwość wyspania się). Ale kosztowny i czasochłonny dojazd to zdecydowana wada. Na szczęście umowy z KOTWEBu można zmieniać wg uznania stron. Na razie umowę podpisałem na pół roku, potem mam zamiar się przenieść bliżej centrum.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

2 comments on “O podbijaniu świata, niderlandzkim Hiszpanie i gramatyce flamandzkiej

  1. Ju. pisze:

    Potomność jest niezmiernie wdzięczna!
    Obawiam się, że niestety pozostaje tylko wersja: „obywatela RPA”…
    Zazdroszczę Hiszpanów, z nimi na pewno nie będziesz się nudził! Opcja seize the day nadal aktualna, pamiętaj 😉
    A wiesz, że Ty nawet wyglądasz na Skandynawa?
    To w ilu językach już rozmawiałeś od chwili przyjazdu?

  2. masuria pisze:

    Ćwiczysz puzon Dychu? :>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s