„Don’t panic!”

Jak zwykle tuż przed wyjazdem, im bardziej zbliża się data exodusu, tym więcej się dzieje. Nie chodzi tu tylko o to, że więcej rzeczy wyskakuje do zrobienia, ale także część się rozwiązuje sama. Albo pojawiają się zupełnie nowe problemy.

Po kolei: problem roweru rozwiązał się sam dzięki Fietshaven. Jest to taka cudaczna firma, która wypożycza rowery. Na dzień? Tydzień? Dwa, maksymalnie. Nie, cholera. Oni są tak zajebiści, że wypożyczają rowery na DZIESIĘĆ MIESIĘCY. I w koszta (zresztą śmieszne) wypożyczenia dwukołowca wliczają serwis i części zapasowe. THIS IS SO AWESOME.

Tak samo problem dojazdów na uczelnię rozwiązał się sam. 10 km, owszem, drogą główną. Ale bocznymi ścieżkami, przez park i zaułkami na skróty – już tylko 6,5 km. Nie no, bomba, przez całe wakacje 2009 tak do pracy dojeżdżałem.

Za to dałem ciała z dojazdem z lotniska. Drogie dzieci, lotniska tanich linii lotniczych są lokowane na zadupiach, o czym wasz usłużny blogger na śmierć zapomniał. Krótko mówiąc, po opuszczeniu samolotu, czeka mnie jeszcze trasa autobusem z lotniska do dworca w Charleroi (tak, ląduję w Walonii) do Antwerpii (circa 107 km na północ, we Flandrii). Wszystko to wieczorem. A potem z dworca w Antwerpii jeszcze dojazd na moją przyszłą stancję. Nie ma co, poznam dobrze okolicę. Następnym razem wracam przez Holandię (loty są też z Eindhoven), będzie kurna bliżej.

Łączenie w jednym dniu wyjazdu i egzaminu to cholernia głupia sprawa. Nie mogę się uczyc, bo myślę o wyjeździe. Nie mogę się przygotowywać na wyjazd bo mnie zżera niepewność co z egzaminem. Aaargh.

Za to kasety do nauki języka mam już w formacie mp3, więc nie muszę brać ze sobą walkmana (ale byłoby śmiechu, gdybym musiał). W ogóle, wyjazdy na rok są do chrzanu, jeśli chodzi o pakowanie się. Trzeba wszystko wziąć ze sobą, ale z drugiej strony, jest wiele rzeczy niepotrzebnych. Jak robiłem ostatnio listę, zdałem sobie z uśmiechem sprawę, że muszę przecież wziąć zarówno czapkę i szalik (bo będę tam w zimie) jak i ciuchy sportowe (bo pod nosem będę miał halę sportową). Paranoja jakaś, jak bardzo człowiek jest przywiązany do swoich rzeczy. Fight Club się przypomina.

Wytapetowałem pokój notatkami z karnego. Czuję się jak w domu wariatów.

Książka na dziś: gorąco polecam „Wielkiego człowieka” Ala Morgana. Serio, napięcie narastające niemal tak dobrze jak w „Obywatelu Kainie”. Klimaty też podobne.

 

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

2 comments on “„Don’t panic!”

  1. Rylisa pisze:

    Zanim zaczniesz pakować czapkę, zastanów się czy ci nadbagaż nie wyjdzie 😉 może taniej będzie pocztą/ autokarem wysłać? Moje erazmo-ziomki tak robiły, że znajomych zapraszały w odwiedziny na weekend, i ci „przy okazji” dowozili np. ciuchy na zimę, podręczniki, zapasy polskich „specjałów”. Olej ciuchy, bierz żubrówkę! zdecydowanie więcej można dzięki niej załatwić.

    • dychu pisze:

      Nadbagaż raczej nie wyjdzie, bo zrobiłem próbne pakowanie (ciuchy, laptop, jakieś pierdółki typu sprzęt elektroniczny, książki itp) i ważyło to circa 25 kg, więc zostaje mi jeszcze zapas ok. 15 kg (30 kg bagaż główny i ok. 10 kg bagaż podręczny), który pójdzie głównie na żarcie i wspomnianą wódkę 😉 za dużo też wziąć nie mogę, bo mnie czekają niezłe wojaże po pociągach z tymi torbami (konkretnie to z torbą na laptopa, plecakiem i sakwą rowerową). A co do odwiedzania mnie to wszyscy się odgrażają, ale żadne konkretne terminy ani deklaracje nie padły, więc nie mogę się na tym opierać 😉 paczkę nadać międzynarodową to koszt rzędu 200 złotych, dopóki nie będę zmuszony, to nie będę korzystał z tego 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s