Oczekiwania ciąg dalszy

Zwrotka coś nie chciała przyjść, a deadline minął kilka ładnych dni temu – 15 czerwca. M. poszła na pocztę i się dowiedziała, primo: że nasza paczka „wyszła z Polski” (ale gdzie, kiedy, dokąd, czy dotarła i czy zmieniła stan kwantowy – to już nie) i secundo: paczki priorytetowe idą za granicą od 3 do 8 dni, ale zwrotki wracają pocztą ekonomiczną, tj. zwykłą. Efekt? Zwrotkę otrzymamy, owszem, ale jeśli gdzieś się nie zawieruszy, to może i dwa-trzy tygodnie po odebraniu paczki (wiem z doświadczenia, wysyłałem w zeszłym roku na Gwiazdkę paczkę do Moskwy, doszła na Wielkanoc. Hej, święta to święta).

Tak jak widać, postanowiono utrzymać nas w suspensie nieprzerwanym. Na całe szczęście, mamy internet – krótka wymiana maili i pewność – tak, nasze dokumenty doszły do Antwerpii, leżą grzecznie w biurze wymiany zagraniczne i zaraz będą „processing”. Nie wiem czemu, ale kojarzy się to z niszczarką. Ach, takie skrzywienie.

Co teraz? Czekam na potwierdzenie przyjęcia na studia, szukam mieszkania, kombinuję dojazd, organizuję pieniądze, załatwiam dokumenty, uzupełniam rubryczki wszelakie i wkuwam do poprawki z prawa karnego (mam wcześniejszy termin, w lipcu).

W tak zwanym międzyczasie gdański ESN (Erasmus Student Network – czyli uczelniana organizacja zajmująca się obsługą erasmusowców i takimi tam) zorganizowała jednodniowe seminarium dla wyjeżdżających.  Przedstawili swoją organizację i jej profil działania, zaprosili do współpracy a także zrobili nam prezentacje na wiele tematów m.in. o tym, jak radzić sobie z dwuetapowym szokiem kulturowym (po przyjeździe na miejsce i po powrocie do domu), jak walczyć z barierą językową, pomogli nam w poszukiwaniu sposobów na pozytywne myślenie, a to wszystko zorganizowane przez studentów, dla studentów w miłej, wyluzowanej atmosferze, bez spiny i nudy. Dla mnie spoko! Jak wrócę to mam ochotę się zakręcić koło nich.

Czas wracać do nauki i czekać na odpowiedź z Antwerpii.

 

 

 

…a na koniec chciałem dodać od siebie takie małe memento: dnia 24 czerwca 2011 r. zginął podczas wspinaczki w Tatrach Słowackich mój kolega z podstawówki, Michał. Miał dwadzieścia lat, kończył pierwszy rok studiów na Politechnice. Zdecydowanie za wcześnie odszedł. W czasie swojego krótkiego życia brał z niego jak najwięcej. Mam nadzieję, że „tam, po drugiej stronie” mają świetne miejsca do wspinaczki.

Idiota ze mnie. Muszą mieć.

Over and out.

Reklamy
This entry was posted in Erasmus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s